036. Libba Bray - "Studnia wieczności"

Tytuł: Studnia wieczności
Tytuł oryginału: The Sweet Far Thing
Autor: Libba Bray
Data premiery: 23 listopada 2010r.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie 
Liczba stron: 760

 

Mija rok odkąd Gemma Doyle przybyła do Akademii Spence, poznała swoje przyjaciółki, otworzyła drzwi do międzyświata i odkryła swoją moc. Przez ten czas w jej życiu zdarzyło się mnóstwo rzeczy począwszy od wykorzystania mnóstwa okazji do kompromitacji przed koleżankami, poprzez spotkanie Kartika, aż do podjęcia najważniejszej decyzji dotyczącej rozdzielenia magii w międzyświecie. Sytuacja Gemmy nie jest fantastyczna, biorąc pod uwagę narastający w magicznej krainie bunt przeciwko niej, dziwne zachowanie Pippy, której Felicity i Ann są bezgranicznie oddane oraz spotykanie na swojej drodze niezliczonej ilości zagadek i tajemnic Akademii Spence, a co za tym idzie, również sekretów nauczycieli. Zdana na własną rękę dziewczyna niesie na swoich barkach ogromny ciężar odpowiedzialności za międzyświata i błędy matki, lecz nikt nie chce jej pomóc w uporządkowaniu magii. Podczas samotnej wędrówki przez ciemne zakamarki swojej duszy Gemma musi odpowiedzieć na kilka ważnych pytań: Czy Kirke faktycznie jest taka zła, za jaką ją uważano? Czy odbudowa Wschodniego Skrzydła to tylko chęć odnowienia i nadania blasku szkole dla młodych dam, czy coś więcej? Komu tak naprawdę może zaufać, a komu nie? Jak sprawić, by przyjaciółki w końcu zrozumiały zachowanie uwięzionej w międzyświecie Pippy? Czym jest Drzewo Wszystkich Dusz?

– Kto to, na Boga, jest ściekasz?

- Taki szabrownik, który przeszukuje kanały.

- Co za godna pożałowania egzystencja.

W głosie Kartika brzmią twarde tony

- To sposób na życie. A życie nie zawsze jest sprawiedliwe”*

(str. 422)

Po przeczytaniu drugiej części Magicznego kręgu (Zbuntowanych aniołów) zaczęłam zastanawiać się, jak w tym tomie poradzi sobie autorka. Kończąc drugą część pozostawiła czytelników bez odpowiedzi na kilka pytań, co wzbudziło moją ciekawość. Kiedy otrzymałam Studnię wieczności, wiedziałam, że czas oczekiwania właśnie się skończył i niedługo, wraz z główną bohaterką, poznam wszystkie tajemnice Akademii Spence, międzyświata oraz poszczególnych postaci, lecz w pewnym momencie ogarnął mnie wielki smutek. To już ostatnia część Magicznego kręgu – koniec fantastycznej historii Gemmy, rozstanie z główną bohaterką, Felicity, Ann, Kartikiem, panią Nightwing, Kirke, McCleethy, Tomem i wszystkimi cudownymi postaciami tej wspaniałej trylogii. Poznawszy zaskakującą wyobraźnię pani Bray zastanawiałam się, jak zakończy stworzone przez niej dzieło zamknięte w trzech tomach. Ale o tym za chwilę.

Przyznam szczerze, że czytanie trzeciej części Magicznego kręgu szło mi bardzo źle. Początek był zachwycający, dlatego szybko przeszłam przez kilka pierwszych rozdziałów, lecz gdzieś w połowie książki utknęłam na długi czas. Widząc, ile stron pozostało mi do punktu kulminacyjnego, chciałam się poddać. Dopiero kiedy wzięłam się w garść i przebrnęłam przez parę momentów pozbawionych ciekawej akcji, odkryłam, że z każdą stroną przybliżającą mnie do końca robi się coraz ciekawiej. Od połowy poznawanie dalszych losów Gemmy stawało się odkrywaniem kolejnych sekretów i dopasowywaniem elementów układanki Kirke. Studnia wieczności zamieniła się w 760 stron żegnania się z bohaterami, Akademią Spence i Londynem, a także była przepustką do zapanowania nad chaosem międzyświata i ujrzenia spokoju w magicznej krainie.

Ma pani za sobą ciężkie doświadczenia. One umacniają człowieka, utwardzają charakter.

(str. 446)

Akcja Studni wieczności rozgrywa się w dwóch miejscach: wiktoriańskim Londynie i starej Akademii Spence. Razem z Gemmą podróżujemy od jej domu w Belgravii aż do szkoły dla młodych panien. Dzięki temu ciągle coś się dzieje: w Londynie dziewczyna odwiedza
Źródło
rodzinę, chodzi na bale i spotyka się z przyjaciółkami lub załatwia sprawy związane z Rakshanami, zaś w Akademii w ciszy i spokoju stara się rozwikłać zagadki oraz rozszyfrować nawiedzające ją wizje. Te dwa różne obrazy są świetnie dopracowane przez panią Bray. Każdy element jest szczegółowo opisany i przedstawiony, co nadaje kolorów XIX-wiecznej rzeczywistości. Autorka oprócz wspaniałego przedstawienia Londynu, w którym królują suknie, bale oraz dżentelmeni, w równie fantastyczny sposób pokazuje nam także te ciemne strony życia damy w tamtych czasach. Dzięki temu dowiedziałam się, ile cierpienia musiały znosić młode panny, aby zaistnieć na dworze i znaleźć męża, nie stając się obiektem plotek oraz drwin (co było naprawdę trudne i sama nie wiem, czy sama bym tam wytrzymała!). Widać, że pani Bray bardzo poświęciła się dla swojego dzieła, gdyż tak wspaniałego tła historycznego nie spotyka się w wielu powieściach! Za miejsce akcji daję ogromnego plusa.

Bohaterowie: cóż mogę powiedzieć? Fantastyczni! Spotykając się z nimi w Mrocznym sekrecie, nie doceniłam ich w ogóle. Dopiero w drugiej części zdałam sobie sprawę z tego, że są to najlepiej dopracowane postacie, jakie kiedykolwiek miałam okazję poznać. Zero schematu, zero przesłodzenia, tylko wspaniała wyobraźnia pani Bray i mnóstwo pomysłów. Są tak realni i brawurowo dopracowani, że w każdej z nich możemy odnaleźć jakiś fragment siebie (w moim przypadku w dużej mierze była to Felicity, później trochę Gemma i, o zgrozo!, pani Nightwing). Charakter głównej bohaterki jest idealny. Nie chodzi mi tu o same pozytywne cechy i wzorową postawę, lecz o wykreowanie tak innej od schematycznych bohaterów postaci i podtrzymywanie jej osobowości przez całe trzy części Magicznego kręgu – jej upartość, odwagę, determinację, zagubienie i potrzebę akceptacji, przynależności do kogoś. Za charakter również pokochałam Felicity (co jest zasługą ostrego języka dziewczyny oraz podążania za marzeniami) i Kartika, który dużo zyskał w moich oczach. W Mrocznym sekrecie bardzo go polubiłam, lecz w drugiej części stracił to „coś”. Na szczęście w Studni wieczności na powrót stał się tamtym czarującym, cygańskim chłopcem. Nie powinnam szczędzić braw pani Bray za skromniutką Ann, fałszywą Pippę, próżną Cecily (a także jej przyjaciółki), tajemniczą pannę McCleethy oraz drugą twarz pani Nightwing (która wprawiła mnie w zaskoczenie). Jeżeli takich bohaterów miałabym spotykać w każdej książce, dawałabym jej 10/10!

Robimy złe rzeczy kierowani dobrymi pobudkami i dobre rzeczy ze słych pobudek
(str. 451)

Pani Bray fenomenalnie potrafi stworzyć klimat grozy. Czasami naprawdę bałam się tego, co przygotowała autorka. Nie wiem jak, ale pani Bray umiejętnie wyraża słowami to, co inni autorzy nie umieliby zrobić na jej miejscu. Dopiero w Studni wieczności zdałam sobie sprawę z tego, jak przerażające są lasy przed Akademią Spence, gargulce na jej dachu, bawialnia, jezioro i kaplica nocą, powstające na nowo Wschodnie Skrzydło i Kraina Zimy skuta grubym lodem. Widoki takie jak trupa aktorów przemieniająca się w czarne kruki, ożywający anioł z witraża lub zakapturzony jeździec na wychudzonym koniu, którego oddech zamienia się w obłoczki pary na tle pokrytych cieniutką warstwą lodu drzew to ledwie początek podobnych atrakcji, a, uwierzcie, było ich mnóstwo. 

Panno Eton, czy pani gra na pianinie, czy je torturuje?, Panienki, macie dygać jak płatki śniegu spadające na ziemię. Miękko, miękko! Panno Fensmore, to nie płatek śniegu, lecz lawina. Panno Whitford, proszę śpiewać głośniej. Być może podłoga panią słyszy, ale to tylko podłoga i nie potrafi bić brawa.

(str. 505)

Co mogę powiedzieć o punkcie kulminacyjnym? Zaskakujący! Pani Bray wzbogaca przygodę dziewcząt z Akademii, cyganów i Rakshana o nagłe zwroty akcji, dzięki czemu nie można się nudzić. Daję słowo, że ani razu nie spotkałam się z najmniejszym przejawem schematyzmu. Autorka wszystko sobie zaplanowała i idealnie przeniosła na papier, dodając mnóstwo emocji, niezapomnianych wrażeń i momentów, w których wstrzymywałam oddech.

Źródło
Sam koniec historii Gemmy to nie jakieś tam zakończenie niebezpiecznej przygody oraz wielki happy end, tylko czas pożegnań, smutnych rozstań, podejmowała różnych decyzji i patrzenia w przyszłość, a także cudowna, niepowtarzalna lekcja życia. Nie czekajcie na baśniowe zwieńczenie trylogii Magiczny krąg, w którym żaba staje się księciem, zło chowa się w kąt, a dobro i szczęście spływa na głównych bohaterów jak lawina – dostaniecie coś o niebo lepszego, oryginalniejszego i mądrego (dla wrażliwych i delikatnych czytelników również wyciskającego łzy z oczu). Do tej pory na wspomnienie niektórych chwil czuję ogromny żal w sercu, ale jednocześnie wiem, że tak miało być, bo życie nie jest bajką.

Pierwszej części Magicznego kręgu nie oceniłam pozytywnie. Dlaczego? Teraz sama zadaje sobie to pytanie, ale znalazłam na nie odpowiedź – ponieważ po tylu (delikatnie mówiąc) lekkich i nic nie wnoszących do życia książkach Mroczny sekret nie spodobał mi się przez jego oryginalność. Byłam przyzwyczajona do schematu i jego kurczowo chciałam się trzymać. Dopiero po drugiej części zdałam sobie sprawę z tego, że Libba Bray stworzyła dzieło. Nie, nie powieść, której akcja rozgrywa się w XIX wieku – DZIEŁO. Trzecia część olśniewa już w zupełności. 760 stron czystej przyjemności, cudownego pióra pani Bray, XIX-wiecznej atmosfery oraz wspaniałego języka autorki. W czasie czytania wokół mnie roztaczała się taka wspaniała aura, która przenosiła mnie do Akademii Spence. Nazywam ją Magią Libby Bray.

Podsumowując: Nie wiem, co mogę dodać. Powiem tylko tyle: jeżeli jesteście gotowi na spotkanie z międzyświatem, upartymi wiktoriańskimi damami i niebezpiecznymi przygodami, koniecznie sięgnijcie po całą trylogię!

Jest takie stare ludowe powiedzenie, które kiedyś słyszałam w Indiach. Podobno abyśmy mogli widzieć wyraźnie, musimy najpierw wylać morze łez, które oczyszczą nasze oczy.

(str. 726)

Tych, którzy jeszcze nie zapoznali się z historią Gemmy lub zastanawiają się na kontynuowaniem jej, gorąco zachęcam do czytania kolejnych części. Zapewniam, że nie pożałujecie.
9/10

Za cudowne spotkanie z XIX-wiecznym Londynem i kontynuowanie przygody z Gemmą Doyle dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat

  
Trylogia Magiczny krąg

Mroczny sekret|Zbuntowane anioły|Studnia wieczności

*Ten i pozostałe cytaty pochodzą z powieści Studnia wieczności Libby Bray (Magiczny krąg, t.III), Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010 

A oto piosenka, przy której najlepiej wspominam Magiczny krąg :) 

Stosik i podsumowanie miesiąca: marzec

U Was też jest tyle śniegu? Mam po dziurki w nosie taką pogodę! Uch! 

Na sam początek, moi mili:

Wesołych Świąt!
 Życzę Wam, abyście ten czas spędzili bardzo miło w gronie najbliższych, abyście odpoczęli od codziennych trosk i znaleźli czas na odpoczynek (oraz czytanie!) 
 Dobrze wiemy, że Śmigus-Dyngus przybierze zupełnie inną postać niż co roku :)


A teraz chciałabym Wam zaprezentować książkowe zdobycze, plany na kwiecień oraz podsumowanie marca (wybaczcie za jakość zdjęcia) 
 
Od góry:
- Kolory tamtego lata Richard Evans, wydanie kieszonkowe - wymiana na Lubimy Czytać;
- Porzucony Alan Philips i John Lahutsky, wydanie kieszonkowe - j.w.;
- Pomóc Jani Michael Schofield, wydanie kieszonkowe - j.w.;
- Kiedy byłeś mój Rebecca Serle - od Wydawnictwa Literackiego;
- Gwiazd naszych wina John Green - zakup własny. Nie mogłam przejść obojętnie obok tej książki po tylu wspaniałych recenzjach :) ;
- Eve Anna Carey - wymiana na Lubimy Czytać;
- Córki księżyca I Lynne Ewing - j.w.;
- Córki księżyca II Lynne Ewing - j.w.;
- Przez burze ognia Veronica Rossi  - z Młodzieżowego Klubu Recenzenta

Ponieważ (o zgrozo!) zbliżają się egzaminy gimnazjalne i mój czas na czytanie będzie ograniczony, postanowiłam zrobić sobie listę książek, tak, aby te, które najdłużej czekają w kolejce mogły w końcu zostać przeczytane :) Niestety moją wadą jest to, że nie zawsze trzymam się planów, lecz kiedyś pomysł z listą wypalił :) Tak więc w kwietniu "do ostrzału" pójdą:
- Studnia wieczności Libba Bray - od Grupy Wydawniczej Publicat. Aktualnie jestem na 477 stronie. Postaram się przeczytać ją do wtorku :) ;
- Kiedy byłeś mój Rebecca Serle - recenzja dla Wydawnictwa Literackiego;
- Gwiazd naszych wina John Green - nie wytrzymam długo, patrząc na tą książkę na półce, dlatego sięgam po nią już wkrótce!;
- Fałszywy książę Jennifer A. Nielsen - recenzja dla Młodzieżowego Klubu Recenzenta;
- Niewidzialna Sophie Jordan - druga część Ognistej. Dostałam ją we wakacje, ale zawsze "coś innego wpadało mi do rąk" (znacie to?)

Mam nadzieję, że powtórki do egzaminu nie będą aż takie straszne i znajdę chwilę na przeczytanie chociaż kilku stron dziennie :) Później w planach mam Baśniarza Antoniny Michaelis, Serce w chmurach Jennifer E. Smith, Cyrk nocy Erin Morgenstern oraz Gdy nadejdzie czas Susane Colasanti :)

Podsumowanie: marzec

1. Książki przeczytane w tym miesiącu to:

Oskar i pani Róża - Eric-Emmanuel Schmitt
Kruchość jutra - Ewa Bauer RECENZJA
Za rzeką czasu - Kazimierz Trybulski RECENZJA
Tańcząc na rozbitym szkle - Ka Hancock RECENZJA
Złomiarz - Paolo Bacigalupi RECENZJA

2. Sukces i porażka:

1. Tańcząc na rozbitym szkle (10/10 + "The best of all")
2. Oskar i pani Róża (8/10)
3. Złomiarz (7/10)
4. Za rzeką czasu (6/10)
5. Kruchość jutra (3/10)

Swoją drogą polecam wszystkim Tańcząc na rozbitym szkle. Wzruszająca, pełna cudownych zdarzeń, poruszająca historia myślę, że przypadnie Wam do gustu :) Zapraszam do przeczytania recenzji, lecz najbardziej do zapoznania się z powieścią Ka Hancock :) 

3. Wyniki ankiety na najlepszą książkę miesiąca:

1. Wybrani C.J. Daugherty - 50%
2. Insygnia. Wojny światów S.J. Kincaid - 33%
3. Ava Farris. Podwójna tożsamość Izabela Misztal - 16%

Już dzisiaj zapraszam do głosowania w ankiecie na najlepszą książkę marca ;)

4. Drobne ogłoszenia parafialne:

- W kwietniu planuję ogłosić kolejny konkurs :) Będzie on organizowany razem z Wydawnictwem Literackim. Mam nadzieję, że kilku chętnych zgłosi się do niego :) Szczegóły już w następnym miesiącu!
- Chciałabym również przedstawić Wam nową okładkę Przędzy autorstwa Gennifer Albin (dla chętnych RECENZJA jest tutaj). Data premiery książki to 18 kwietnia 2013.




Jeszcze raz życzę wszystkim wesołych, ciepłych, pogodnych i pięknych Świąt!