098. "Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć" Costanza Miriano

Tytuł: Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć
Tytuł oryginału: Sposala e muori per lei. Uomini veri per donne senza paura
Autor: Costaza Miriano
Seria/cykl: --
Data premiery: 24 października 2013
Wydawnictwo: Esprit 
Liczba stron: 232

Costanza Miriano powraca do swoich czytelników z kolejnym dziełem. Tym razem opowiada o roli mężczyzn w rodzinie, ich obowiązkach, zachowaniu względem żony oraz dzieci i odpowiada na pytania, które często zaprzątają naszą głowę – tak jak to było w Wyjdź za mąż i poddaj się, tylko teraz o panach. A więc… jak to z nimi jest?

Temat poruszany przez autorkę – czyli rodzina, małżeństwo, obowiązki małżonków – spotyka się z najróżniejszymi reakcjami. Najczęstszą odezwą społeczeństwa jest pretensjonalne „Ooo rany, naprawdę? Tylko nie to!”. Prawda jest taka, że lektury podobne do Wyjdź za mąż i poddaj się oraz Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć są najlepszym zbiorem odpowiedzi i przykładów dla młodej rodziny jak żyć, co cenić i czym się kierować. Niestety w naszych czasach modne jest życie niezależne, wolne i nikt nikomu nie może nakazywać wyjść za mąż lub ożenienia się. Ludzie wolą agresywnie reagować na takie pozycje, gdyż twierdzą, że w ten sposób narzuca im się ich przyszłość. Oczywiście to nieprawda. W obu książkach autorka nic nie narzuca, a jedynie pokazuje korzyści płynące z zawarcia związku małżeńskiego i założenia rodziny.
Miło było znów spotkać się z żartobliwym tonem autorki i dużą dawką humoru. Pani Costanza swoją książkę utrzymuje na wysokim poziomie, z wesołą nutą i czasami lekko sarkastycznymi odzywkami. Ponad to jej przyjemny, dobrze wyćwiczony styl oraz prosty, lekki język sprawiają, że Poślub ją… czyta się naprawdę szybko. Czasami żałowałam, że strony tak szybko się zmieniają. Humor, tempo, ton i styl tworzą bardzo dobrą całość, która wiedzie czytelnika do początku aż do samego końca.
Jeżeli powodem, dla którego nie sięgniecie po Poślub ją… jest tematyka i tytuł (jak to było w przypadku Wyjdź za mąż i poddaj się), to chcę powiedzieć, że jesteście w dużym błędzie. Autorka nie mówi o całkowitym poświęceniu życia, zdrowia i wypruwania sobie żył (chociaż… kto wie? To zależy od sytuacji, ale mówimy tutaj o sytuacjach w rodzinie, a nie w czasie zagrożenia życia), lecz o kochaniu, troszczeniu się, ochronie i utrzymywaniu rodziny. Costanza Miriano zaznacza, aby mężczyzna był prawą ręką kobiety, a jednocześnie głową całego domu. Ona jest fundamentem, on przywódcą.  Nie ma lepszego połączenia jak kobieta i mężczyzna, którzy działają ręka w rękę, wychowując dzieci, dbając o siebie nawzajem i kochając się.
Jedynym, dosyć sporym minusem Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć jest nakreślanie mężczyzn jako osoby niechlujne, nieogarniające rzeczywistości, niezainteresowane życiem itp. Przecież na świecie jest mnóstwo młodych mężczyzn, którzy odstają od stereotypu prawdziwego faceta – a to, że odstają, nie oznacza, że nie są prawdziwymi facetami. To zależy od samego mężczyzny, od tego jak został wychowany, co się dla niego liczy, co ceni, na co zwraca uwagę… To tak jakby mówić o kobiecie, że tylko jęczy, zrzędzi, maluje się, spędza mnóstwo czasu nad kosmetykami i plotkuje. Każda płeć ma wpisane w naturę pewne zachowania, ale nie u wszystkich je widać i nie odgrywają dużej roli w ich życiu. Można trafić na potwornego niechluja, ale można spotkać i zakochać się w kimś, kto zbiera wszystkie okruszki z blatu. Tak samo można natrafić na wyjątkowo zrzędliwą, wypudrowaną kobietę, ale też na skromną i cichą. To zachowanie autorki sprawiło, że książka straciła dużo na swojej wartości. Jest bardzo mądra i pouczająca, ale prezentuje wyłącznie stereotypy, a ja wiadomo zawsze znajdą się jakieś wyjątki.


Czy polecam? Jak najbardziej. Może nie jest do końca tak dobra jak Wyjdź za mąż i poddaj się, ale z pewnością warta uwagi. Panie będą mogły sprawdzić, czy z takim mężczyzną mogłyby ułożyć sobie życie, a panowie zobaczą, czy mają wszystkie cechy najlepszego przyjaciela i męża kobiety. Takie pozycje powinny być doceniane!

6/10

Za możliwość przeżycia kolejnej zabawnej przygody z twórczością Costanzy Miriano serdecznie dziękuję Portalowi Sztukater.pl!


097. "Krucjata" Philippa Gregory

Tytuł: Krucjata
Tytuł oryginału: Stormbringers
Autor: Philippa Gregory
Seria/cykl: Zakon Ciemności tom II
Data premiery: 5 lutego 2014
Wydawnictwo: Egmont 
Liczba stron: 304


Podróż młodego inkwizytora, jego sługi, skryby i dwóch młodych dam trwa nadal. Luca wciąż dostaje nowe zadania od mistrza. Badanie nadciągającego końca świata oraz przyglądanie się sygnałom jest naprawdę niebezpiecznie, zwłaszcza wtedy, gdy oznaki apokalipsy widać najmocniej i w dodatku można je poczuć na własnej skórze. Do niewielkiego miasteczka na wybrzeżu Włoch wkracza dziecięca krucjata. Zaraz po ich przybyciu świat drży w posadach, a nad miasteczkiem formuje się wielka fala strachu.

Pierwszą część Zakonu Ciemności wspominam miło, aczkolwiek pamiętam o pewnych rzeczach, które zdecydowały o ocenie Odmieńca. Byłam ciekawa, jak Philippa Gregory po raz drugi poradzi sobie z młodzieżowym fantasy. Gdzieś tam w zakątkach duszy miałam nadzieję, że Krucjata wypadnie lepiej od pierwszego tomu – w końcu Philippa Gregory postanowiła osadzić akcję w moich ulubionych czasach i tym już na starcie zarobiła u mnie pierwsze punkty. Ale jak było naprawdę?

Ludzie boją się tego, czego nie rozumieją.

Szczerze powiedziawszy początek obiecywał całkiem sporo. Zaczęło się przyjemnie, ciekawie, wciągająco… Ale im dalej w las tym ciemniej. Zawsze powtarzam, że lubię ten stan, kiedy ponownie wkraczam do jakiegoś świata i znam bohaterów, ich charaktery, miejsce
Źródło
akcji… Po prostu czuję się jak w domu – swobodnie i pewnie. Niestety w przypadku Krucjaty tak nie było. Po przybyciu Luki, Izoldy, Iszrak, Freize’a i Piotra do Piccolo miałam wrażenie, że pani Gregory wszystko to wymyślała na siłę. Ta cała dziecięca krucjata była dla mnie mało realna. W ogóle w całej powieści zabrakło mi jakiegoś płomyczka życia; wszystko dookoła było trochę sztuczne, naciągane, bez żadnych kolorów i sensu. Autorka zrobiła mnóstwo zamieszania wokół rzeczy, które później i tak nie odegrały żadnej roli w całokształcie, a jeśli już faktycznie na coś podziałały, to w znikomym stopniu. Sztuczny tłum w książce to coś, co często można spotkać w młodzieżowych powieściach i tak właśnie było w Krucjacie. Często myślałam, że ciekawie wygląda sytuacja bohaterów, ale natychmiast autorka naciskała na ikonkę z koszem na śmieci i wyrzucała to, co mogłoby stworzyć naprawdę interesującą fabułę. Po co? Żeby tylko skupić się na głównych bohaterach, ich filozofowaniu, podejmowaniu decyzji i wymyślaniu im kolejnych zadań.
Ponad to pani Gregory chyba nie lubi punktów kulminacyjny pełnych akcji. Całą akcję przeniosła na początek Krucjaty i do środka powieści. Działo się wtedy dużo różnych rzeczy, które faktycznie mnie wciągnęły, ale co z tego wynikło? Nic, ponieważ – tak jak wspomniałam wcześniej – autorka kliknęła na swoją ulubioną ikonkę i cała akcja poszła na marne. Dramatycznie przeżycia bohaterów z chwil zagrożenia życia nie zostawiły żadnego śladu w całej ich późniejszej historii. Takie przedwczesne wyczerpanie wszystkich zasobów akcji sprawiło, że kolejne rozdziały (aż do samego końca) nie obfitowały w nic, co mogłoby przyciągnąć uwagę i wzbudzić zainteresowanie. Pewnie wyobrażacie sobie punkt kulminacyjny. W mojej głowie wygląda jak puste, oblane słońcem miasteczko na Dzikim Zachodzie, po którego ulicach przetacza się zbita w kulę sucha trawa.
Aby dolać oliwy do ognia wspomnę co nie co o bohaterach i ich sercowych rozterkach, które są zapowiedziane w opisie. W trzech słowach: pomieszanie z poplątaniem! O ile w Odmieńcu byłam pewna kto komu wpadł w oko, tak w Krucjacie pogubiłam się między dziewczętami oraz chłopcami i niejednokrotnie zastanawiałam się, co to w ogóle ma być. Autorka sama komplikuje sobie sprawę. Wszystko było w porządku, dopóki nie skończył się Odmieniec. Tutaj sercowe sprawy nagle zaczynają gonić w najróżniejsze strony. Izolda zachowywała się jak prawdziwa hipokrytka z zadartym do góry nosem, Luca nic nie zyskał ani nie stracił w moich oczach, Freize na szczęście pozostał tym samym Freize’em z Odmieńca, ale już Iszrak bardzo mnie zawiodła. Ceniłam ją za inteligencję, charakterek i upór, lecz w Krucjacie to ona odgrywała największą rolę w miłosnych potyczkach. Denerwowało mnie to, że wściubiała nos w nie swoje sprawy. Tamta Iszrak nie zachowywała się w ten sposób.
Same zadania młodego inkwizytora również nie mają żadnego sensu. Moim zdaniem były one niedokończone, wymyślane na poczekaniu, a wzięte razem nie mają żadnego powiązania między sobą (oprócz nakreślonego celu, czyli zbadania końca świata). W dodatku pani Gregory nie dostarcza żadnych nowszych, świeższych informacji o życiu w średniowieczu. Skoro głównie skupia się na powieściach historycznych, oczekiwałam, że tło historyczne wypadnie o wiele lepiej. Tymczasem nic szczególnego się nie dowiedziałam – same podstawowe informacje.
Ostatnim minusem Krucjaty będzie wyżej napomknięto brak jakichkolwiek emocji i życia w bohaterach. Wydawali się oni tacy papierowi, zupełnie bez „tego czegoś”, autorka w ogóle nie pomyślała, aby wykreować mocniej ich charaktery… Szkoda. Pomysł na książkę jest ciekawy, ale realizacja niestety wypadła bardzo kiepsko.  

Nigdy nie mówimy ludziom, że ich kochamy, bo głupio nam się wydaje, że będą z nami na zawsze. Wszyscy zachowujemy się, jakbyśmy mieli żyć wiecznie, a powinniśmy zachowywać się, jakbyśmy mieli umrzeć nazajutrz. Powinniśmy mówić sobie najpiękniejsze rzeczy.

Nie mogę być taka surowa. Krucjata ma plusy, ale niestety nie zdecydują one o ocenie
drugiej części, ponieważ w porównaniu do Odmieńca i tak wypadła gorzej. Przede wszystkim autorka pisze całkiem przyjemnie jak na język młodzieżowy. Często jednak (zwłaszcza w „głębokich” przemówieniach Johanna, przywódcy dziecięcej krucjaty) w długich dialogach niepotrzebnie używała powtórzeń, chcąc nadać wypowiedzi wyniosłego tonu. Zwykle wtedy traciłam wątek i gubiłam się w treści. Ponad to autorka nie używa zbyt kwiecistego języka. Stawia raczej na proste, łatwe w odbiorze zdania. Nie zmienia to faktu, że Krucjatę czyta się bardzo szybko. Pod tym względem Philippa Gregory spisała się całkiem dobrze.
Byłabym straszną zołzą, gdybym nie pochwaliła wydawnictwo za piękną okładkę. Trzeba przyznać, że przyłożyło dużą wagę do estetyki, i mnie może umknąć to uwadze! Polskie okładki Zakonu Ciemności są wyjątkowo piękne. Oddają klimat powieści.

To cienie na ścianie. Jak gdyby dziecko bawiło się, tworząc je za pomocą świecy. Prawdziwy świat to świeca, nie cień. Ale dziecko patrzy tylko na cień.


Podsumowując to i owo: moim zdaniem było gorzej. Jak dla mnie Odmieniec był lepszy niż Krucjata, ale nie mogę tracić nadziei na to, że trzecia część zaprezentuje się lepiej. Nie jest źle, lecz nic nie stoi pani Gregory na przeszkodzie, aby było lepiej. Póki co zarówno Odmieńca jak i Krucjatę mogę polecić młodszym czytelnikom w przedziale wiekowym 12-15 lat. Dla czytelnika, który w swoim książkowym dorobku ma więcej, trochę lepszych pozycji, Zakon Ciemności może wypaść bardzo słabo.


4/10

Za możliwość poznania dalszych losów Luki, Izoldy, Freize'a, Iszrak i Piotra serdecznie dziękuję Młodzieżowemu Klubowi Recenzenta!



Zakon Ciemności:
Odmieniec | Krucjata | ?






Stosik i podsumowanie miesiąca: luty

Nie potrafię ogarnąć rzeczywistości! Dopiero co skończyłam ferie, a tu już minęły dwa tygodnie nauki. Ale... Ale... jak...? Z jednej strony to dobrze, bo zbliżają się wakacje, lecz z drugiej strony nie mam czasu na nic, wszystko wymyka mi się z rąk i nie nadążam z czytaniem książek! Nie uwierzycie, ale w tym miesiącu znów przeczytałam TYLKO 4 KSIĄŻKI. Straszne? Tak! A tyle pięknych historii czeka na półkach :( Coś mi się wydaje, że wraz z wiosennymi porządkami zrobię pewne zmiany w moim życiu. Szkoła szkołą, ale na życie prywatne, własne przyjemności i rozwijanie pasji też musi być czas!


Pocieszeniem są lutowe skarby. Chcecie je poznać? Od góry:
- Zagrożeni C.J. Daugherty - nie wiem co takiego jest w serii Wybrani, ale przygody Allie bardzo wciągają i po zakupie trzeciej części od razu wzięłam się za czytanie!;
- Mechaniczna księżniczka Cassandra Clare - w polskiej okładce. Nie wiem, czy pamiętacie, ale zwracam ogromną uwagę na estetykę mojej biblioteczki, dlatego ostatnia część Diabelskich maszyn obowiązkowo musiała znaleźć się na półce;
- Król uciekinier Jennifer A. Nielsen - od Młodzieżowego Klubu Recenzenta ^^ Kolejne przygody Sage'a nareszcie u mnie! ^^ ;
- Nieskończoność H.J. Rahlens - j.w.;
- Krucjata Philippa Gregory - j.w. Aktualnie czytam drugą część Odmieńca. Zobaczymy, czy będzie lepsza od poprzedniczki;
- Idealna chemia Simone Elkeles - (na zdjęciu do góry nogami. Wybaczcie, Jane dzisiaj nie myśli) wymiana na Lubimy Czytać.

Tak prezentują się moje cudeńka :) Recenzji spodziewajcie się w marcu - mam nadzieję, że teraz zrealizuję wszystkie czytelnicze plany!


Podsumowanie miesiąca: luty

Książki przeczytane w tym miesiącu to:

1. Ostatnia spowiedź tom II Nina Reichter RECENZJA
2. Zaklinacz czasu Mitch Albom RECENZJA
3. Zagrożeni C.J. Daugherty RECENZJA
4. Wyjdź za mąż i poddaj się Costanza Miriano RECENZJA

Jak wspomniałam wcześniej, wynik tragiczny. Nie wyznaję zasady "oby jak najwięcej w miesiącu", ale po prostu... tyle książek czeka, że przykro mi patrzeć na nie i mówić co chwilę "Już, już, chwila, zaraz cię przeczytam!". We ferie czytanie też szło opornie, ponieważ prawie cały drugi tydzień byłam gdzieś poza domem. Och, Jane musi się wziąć za siebie w marcu!

Sukces i porażka:

Najlepsza książka z lutym to: Ostatnia spowiedź tom II i Zagrożeni
Najgorsza książka w lutym to: obawiam się, że w tym miesiącu takiej nie ma
Największe zaskoczenie: Wyjdź za mąż i poddaj się

Ogłoszenia parafialne:

1. Anath i Jane Rachel dotrzymały danego na początku roku słowa i nakręciły videorecenzję. Dla wszystkich spóźnialskich lub osób, które są jeszcze zainteresowane wrzucam filmik poniżej :) Dziękujemy wszystkim za słowa krytyki i rady :D Wiemy, że mamy częściej się uśmiechać, mówić po kolei i głośniej :D Kolejna videorecenzja myślę, że będzie w marcu, a jeśli plany się pokrzyżują, to na początku kwietnia :) U mojej kochanej Anath możecie głosować na książkę, która zostanie przez nas zrecenzowana :)


2. Ferie były i się skończyły, ale Jane przeżyła jeden niesamowity dzień w towarzystwie jednej niesamowitej osoby ^^ Kiedy spotyka się Abigail i Jane Rachel czas zwalnia :D  (zgadnijcie, co robiłyśmy? Tak, macie racje, prawie cały czas rozmawiałyśmy o książkach, nie wspominając już o siedzeniu przed biblioteczką Abi i dyskutowaniu :D)

3. Trzymajcie kciuki za Jane 13 marca O.O Bo idzie na konkurs piosenki... 

To tyle z cudowności lutowych :) Czas zacząć marcowe czytanie. Będzie lepiej, bo nauka teraz pójdzie w las, a zostaną książki :D Nie pozwolę sobie cierpieć na Comiesięczny Zespół Niedoczytania :O 
Życzę Wam miłego piątku, weekendu i zaczytanego marca <3









096. "Wyjdź za mąż i poddaj się!" Costanza Miriano

Tytuł: Wyjdź za mąż i poddaj się! Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet
Tytuł oryginału: Sposati e sii sottomessa. Practica estrema per donne senza paura
Autor: Costanza Miriano
Seria/cykl: --
Data premiery: 24 października 2013
Wydawnictwo: Esprit
Liczba stron: 222

W dobie aktualnych wartości, które królują na liście priorytetów całego społeczeństwa, zaraz na początku raczej nie zobaczymy punktu „Małżeństwo” lub „Rodzina”. Owszem, pojedyncze osoby nie pozwalające na to, aby owczy pęd życia i zmieniająca się moda wpłynęły na ich decyzje są pozytywnie nastawione do małżeństwa i rodziny, ale spójrzmy prawdzie w oczy – dzisiejszy świat mówi „Kształć się, dąż do wyznaczonych celów, spełniaj marzenia, wstydź się wiary w Boga, a w ogóle to najlepiej nie wierz w nic, nie zakładaj rodziny, bo to uciążliwe i niemodne, no i przede wszystkim unikaj poważniejszych związków, bo jak ci się taki facet znudzi, to nie będziesz miała co z nim zrobić. Przecież rozwód kosztuje!”. Nie tak jest? Najlepiej jest żyć chwilą, samymi przyjemnościami i nie wymagać od siebie zbyt wiele, bo z poświęceniem, zaufaniem i wiernością jest u nas trochę źle. A co gdyby na małżeństwo i rodzinę spojrzeć z innej strony?
Costanza Miriano właśnie tak robi i przedstawia nam jasny, piękny obraz szczęśliwej rodziny (nawet jeśli pokój dzieci po popołudniowych zabwach, który wygląda jak graciarnia, sprawia, że człowiekowi stają łzy w oczach). Przybliża nam również rolę jednej osoby – kobiety. Kim jest kobieta w rodzinie? Czy żona to dyktatorka w rodzinie i nocny koszmar mężczyzny? O nie, nigdy w życiu! Bo prawdziwa, kochająca żona i matka potrafi zdziałać same cuda.

Ponieważ z mówieniem źle o Kościele jest tak jak z czernią: pasuje do wszystkiego i nigdy nie wychodzi z mody.

Zacznę od tego, że Costanza Miriano jest bez dwóch zdań jedną z najciekawszych autorek, które miałam okazję poznać dzięki Wyjdź za mąż i poddaj się!. Przez słowa można łatwo wywnioskować, że pisarka jest kobietą barwną i zabieganą, ale zawsze trzymającą rękę na pulsie; taka prawdziwa matka czwórki dzieci oraz cudowna żona. Trochę się dziwię, że znalazła czas na pisanie książki. A więc…
Tak jak wspomniałam wcześniej, współczesna rodzina przeżywa kryzys – „poważny” to za mało powiedziane. Mimo to są osoby, które decydują się na małżeństwo i dzieci. Jednak przed zajęciem miejsca przed ołtarzem każdego dopadają różne wątpliwości: a co, jeśli to nie ten? Co jeśli sobie nie poradzę? Jak dam sobie radę? Czy będę dobrą małżonką? Na te pytania – pytania, które często nie zadajemy innym ludziom tylko samym sobie – odpowiada nie kto inny jak pani Miriano. Nie odpowiada na nie byle jak, bo listy, które tworzy, są pełne humoru, życiowych mądrości i takie swojskiego klimatu, jaki panuje w każdej rodzinie. Mało tego – autorka wyraźnie zaznacza rolę kobiety i mężczyzny w poważnym związku: on powinien być wcieleniem przewodnika, obrońcą rodziny i chodzącym autorytetem, a ona cichym aniołem znającym lekarstwo na każdy ból oraz fundamentem.
Przyjemny, w miarę prosty język sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko. Dodatkowo autorka ma swój własny, niepowtarzalny styl, który dodaje jej dziełu niesamowitego uroku. Wszystko to przy masie humoru. Żartobliwy ton występujący w książce działa pozytywnie na czytelnika, ponieważ dzięki niemu trudniejsze tematy poruszane przez autorkę można odebrać równie łatwo, co te prostsze. Głównie to on sprawił, że z przyjemnością mknęłam przez następne strony. Jeśli myślicie, że to kolejny poradnik „Jak znaleźć odpowiedniego mężczyznę i co mu odpowiedzieć, kiedy się oświadczy”, to jesteście w wielkim błędzie. Wyjdź za mąż i poddaj się! to nie setna książeczka z instrukcją obsługi mężczyzny, nie jest to też zbiór kazań o dobrej, prawdziwej, szanowanej rodzinie. Wyjdź za mąż i poddaj się! jest jedyną w swoim rodzaju książką łączącą humor, porady, życiowe sytuacje i poważne problemy w jednym.
Przyznam szczerze, że pani Costanza otwarła mi oczy jeszcze szerzej, chociaż wcześniej i tak byłam bardzo pozytywnie nastawiona do rodziny. Chodzi o to, że w banalny sposób potrafi wytłumaczyć tysiące trudnych kwestii związanych z miłością, z małżeństwem i z zakładaniem rodziny. Żeby było zabawniej powiem Wam, że książka pani Miriano zaraz po wydaniu była burzliwym tematem w hiszpańskim parlamencie. Mało tego – komuniści, socjaliści i konserwatyści domagali się wycofania jej z obiegu. A wiecie dlaczego?
Przez tytuł. Wyjdź za mąż i poddaj się! nie oznacza wyjdź za faceta, który będzie cię wykorzystywał, każąc przynieść kawę, zrobić śniadanie, wypastować buty, wyprasować koszulę i zrobić za niego papierkową robotę z pracy, o nie, absolutnie nie! „Poddaj się” w tym znaczeniu mówi „Poświęć się dla męża i rodziny, bądź z nimi, kochaj ich, bądź ich podporą, stań się fundamentem rodziny, poddaj się miłości, która jest w waszej rodzinie i nigdy z niej nie rezygnuj, bo jest najpiękniejszym darem od Boga”. To samo można powiedzieć o tytule drugiej książki Costanzy Miriano, mianowicie Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć. Nie oznacza to dosłownie „Rzuć się prosto w paszczę lwa, nawet jeśli na nią nie spojrzy”, lecz „Broń jej, chroń ją, dbaj i sprawiaj, żeby zawsze była szczęśliwa”. A powiedzieć Wam coś jeszcze śmieszniejszego? Podobno żaden z polityków żądających wycofania dzieła pani Miriano nawet nie zapoznał się z jego treścią. Na wielu forach czytałam o Wyjdź za mąż i poddaj się! i, jak można było się tego spodziewać, opinie o książce nie były zbyt pozytywnie – już nie o samej książce, co o temacie. Powiem tak – dopóki nie sięgniecie po nią i nie przekonacie się sami, to trudno, ominie Was interesująca przygoda połączona z edukacją. Jeśli jednak dacie szansę pani Miriano, to poznacie jej zdanie i najprawdopodobniej zgodzicie się z nim. Wyjdź za mąż i poddaj się! nie ma zmuszać do wyjścia za mąż tylko pokazywać mocne strony małżeństwa i przedstawić wspaniałą, dumną, godną podziwu rolę kobiety jako strażniczki ogniska domowego.

Dawno nie czytałam tak zabawnej, mądrej, pouczającej i wciągającej lektury. Znajdziecie w niej odpowiedzi na wszystkie pytania. Polecam ją Wam z całego serca! 


Za możliwość przeczytania Wyjdź za mąż i poddaj się! serdecznie dziękuję Portalowi Sztukater.pl