148. "Mara Dyer. Tajemnica" Michelle Hodkin

Tytuł: Mara Dyer. Tajemnica
Tytuł oryginału: The unbecoming of Mara Dyer
Autor: Michelle Hodkin
Seria/cykl: Mara Dyer #1
Data premiery: 10 września 2014
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 412



W tragicznym wypadku Mara traci swoich przyjaciół. Jest jedyną ocalałą osobą. Nie pamięta, co stało się tamtego strasznego dnia, choć usilnie próbuje przypomnieć sobie nawet najmniejszy szczegół. Wie tylko tyle, że coś na zawsze zmieniło się w jej życiu – i nie chodzi tylko o utratę przyjaciół, ale o niepokojące zmiany dotyczące samej Mary.

Kim jest Mara Dyer?



Już po pierwszej zapowiedzi Mary Dyer wpisałam tę powieść na listę książkowych priorytetów. Spójrzcie tylko na tę mroczną, oszałamiającą, genialną okładkę. Powtórzcie kilka razy w myślach ten interesujący tytuł. Przeczytajcie jeszcze raz opis. Czy ciekawi Was odpowiedź na pytanie: kim jest Mara Dyer? Mnie bardzo zaciekawiła. Tak bardzo, że pozwoliłam, aby książka Michelle Hodkin porwała mnie od razu po otrzymaniu jej. Ale czy faktycznie Mara Dyer. Tajemnica jest tak dobra?
Już od pierwszych stron wątek paranormalny zrobił na mnie spore, pozytywne wrażenie. Okoliczności, w jakich zginęli przyjaciele Mary, budziły grozę i stworzyły niebezpieczny, mroczny klimat; taki, jaki wprost uwielbiam. Wtedy poczułam, że ta historia naprawdę będzie fenomenalna i fantastyczna, chociaż przeszkadzała mi narracja pierwszoosobowa. Wiecie, lubię narrację pierwszoosobową, ale nie w paranormalnych romansach z udziałem nastoletnich bohaterek. Niemniej jednak miałam ogromne nadzieje związane z dalszymi losami Mary.
I faktycznie, było super, tylko że w pewnym momencie coś się posypało. Nagle zauważyłam, że Mara Dyer jest bardzo schematyczna. Z kilkustronicowym wyprzedzeniem mogłam przewidzieć kolejne wydarzenia. Odnalazłam wszystkie elementy schematu w paranormalnych romansach. Kto przeczytał w swoim życiu wiele takich książek, ten z pewnością domyśli się, o co mi chodzi – ja nie będę tutaj ujawniać treści. Gdzieś w tle przewijał się mój ulubiony mroczny klimat, ale w pewnym momencie został przyćmiony przez mniej ważne sytuacje. I tak książka przez pewien czas traciła swój urok, aby (na szczęście) odzyskać chociaż część owego uroku na ostatnich stronach. Wątek paranormalny jest tak dobry, że gdyby autorka zdecydowała się nie tracić stron, czasu i słów na głupoty, Mara Dyer. Tajemnica okazałaby się jedną z lepszych przedstawicielek paranormalnego romansu. Wszystko szło naprawdę dobrze, a tu nagle „bam!” i zamiast tajemnic, koszmarów, przywidzeń i objawień pojawiła się słodycz oraz sztuczność.
Mara Dyer to bohaterka… głupiutka, heroiczna, która całym sercem poświęci się tajemniczej sprawie i jest gotowa podjąć bardzo „ryzykowne” decyzje. Mów „a”, żeby za kilka minut powiedzieć „b”, a po namowie pewnych osób zamieni „b” na „c”. Czasami sama nie wiedziała, czego chce. Tutaj znów kłania się schemat paranormalnych romansów i szablonowe bohaterki – ba, cała gama szablonowych bohaterów, bo nie tylko Mara została poddana zabiegowi szablonowania. Ucierpiały również wszystkie pozostałe postaci w książce. Spośród nich najbardziej żywą osobą o własnym (ale mimo wszystko szablonowym) charakterze był Noah, chociaż i jego zachowanie w pewnym momencie zaczęło mnie denerwować.
Na obronę Mary Dyer mogę powiedzieć tyle, że jest to książka, która za granicą ukazała się w 2011 roku. Cała sprawa natychmiast się wyjaśnia, bo właśnie mniej więcej do 2012 roku za granicą i w Polsce panowała wielka moda na paranormalne romanse. Przypomnijcie sobie ile podobnych książek ukazało się na rynku wydawniczym właśnie w tych latach. W 2011 roku Mara Dyer. Tajemnica wpasowała się w czytelnicze trendy. Rok wydania zauważyłam dopiero w połowie książki, kiedy byłam trochę zawiedziona powieścią, i właśnie od tego momentu postanowiłam traktować Marę Dyer jako luźne, niezobowiązujące czytadełko na odprężenie. Dzięki takiemu podejściu nie zawodziłam się coraz bardziej, a Mara Dyer spełniła swoją rolę i na chwilę oderwała mnie od rzeczywistości.
Zakończenie było zaskakujące; takie, po którym sięgnięcie po drugą część jest obowiązkowe. Ja na pewno z chęcią przeczytam kolejną część Mary Dyer. Podejdę do niej na luzie i bez wielkich nadziei. Plusem pierwszej części przygód Mary jest wątek paranormalny, który – choć momentami przewidywalny – był naprawdę genialnie skonstruowany. Takiego małego horroru potrzebowałam. Na minus składają się schemat i postawa głównej bohaterki.
Czy polecam Marę Dyer. Tajemnicę? Jasne, że tak. Radzę tylko nie oczekiwać zbyt wiele. Może wtedy nie zawiedziecie się na książce, a kto wie – może Was zachwyci? Dla mnie była to lekka lektura, idealna na odprężenie. Jestem ciekawa, jak potoczą się losy Mary w drugiej części.


6/10


Za możliwość poznania losów Mary Dyer dziękuję Grupie Wydawniczek Foksal



Mara Dyer:
Mara Dyer. Tajemnica | The evolution of Mara Dyer (styczeń 2015) | The retribution of Mara Dyer

 

18 komentarzy do “148. "Mara Dyer. Tajemnica" Michelle Hodkin ”

  1. To jedna z niewielu recenzja, która nie opisuje wspaniałości książki ;D Już rzygałem tymi zachwytami ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę ostudziłaś moją chęć przeczytania "Mary...", niemniej i tak mam zamiar sie z nią zapoznać ;)

    namalowac-swiat-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziwna sprawa. O książce już gdzieś słyszałam, ale jeszcze nie natrafiłam na żadną recenzję. Może po prostu kilku dniowa choroba sprawiła że wypadłam z obiegu, a może jakoś nie zabiegałam, żeby coś o niej przeczytać?
    Jakoś nie jestem przekonana czy chcę po nią sięgnać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie jakaś recenzja tej książki, która nie jest przepełniona zachwytami nad tą książkę! Zgadzam się z każdym przez Ciebie napisanym słowem. Być może osobiście miałam zbyt wielkie oczekiwania, aczkolwiek spodziewałam się czegoś mroczniejszego i bardziej tajemniczego, a nie schematycznego romansu :c

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam i pozytywne i negatywne recenzje. Książka wydaje się ciekawa, mimo niedoskonałości. Muszę się nad nią zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może się na nią skuszę, choć nie jestem tego pewna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak bardziej chłodno podeszłaś widzę w recenzji do tej książki, nie ma tu tylu zachwytów co u innych ludzi. Troszkę mnie to niepokoi, bo bardzo chciałam tę książkę przeczytać, a tutaj mały zonk...

    OdpowiedzUsuń
  8. Wreszcie ktoś napisał coś złego i tej książce. Wszędzie widzę tylko zachwyty! Aż się boję, że mi ona nie przypadnie do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja się spodziewałam fajerwerków.. Poważnie, ostatnio taki szał na Marę, że myślałam iż jest tego warta, a tu widzę, że jednak nic szczególnego. Nie lubię schematów, ale są one jednak bardzo częste w paranormalnych romansach, więc w sumie nie ma co się dziwić :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jestem pozytywnie nastawiona i mam nadzieję, ze się nie zawiodę, bo będzie źle ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem okropnie ciekawa tej książki i już dawno zaczęłam od niej wiele oczekiwać, także pozostaje mi tylko teraz mieć nadzieję, że się nie zawiodę.:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę ją przeczytać, nawet jeśli nie jest takim arcydziełem, jak to niektórzy mówili :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cholera, a ja byłam skłonna rzucić się na tę książkę po kilku pozytywnych opiniach w sieci. Teraz troszkę ochłonęłam. Najwyraźniej nie ma co ufać wielkim zachwytom.

    OdpowiedzUsuń
  14. To pierwsza recenzja na temat tej powieści, z której nie wylewają się "ochy" i "achy" zachwytów. Co ciekawe, to jeszcze bardziej zaostrza mój apetyt na tą książkę :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuje!!! Wreszcie jakaś konkretna recenzja. Jestem z tych, co nie dowierzają jeśli na raz wszyscy coś chwalą. Ty wspomniałaś o wadach i dobrze, to w końcu mówi mi coś więcej o książce i pozwala ocenić, czy warto zaryzykować jej kupno. Pewnie się skuszę, przynajmniej teraz wiem, że nie mogę oczekiwać cudów, jakich to dopatrzyli się niektórzy w tym tytule ;)

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za komentarz pozostawiony pod tym postem. Śmiało wyraź swoje zdanie - jeśli moja recenzja/artykuł są do bani, napisz. Powiedz, co Ci się nie podoba, co robię źle, a ja nad tym popracuję.
Uprzedzam - jeśli chcesz napisać tylko "super, świetna recenzja", podaruj sobie. Wolę mieć mniej komentarzy, a rozbudowanych i odnoszących się do treści, niż mnóstwo z kilkoma pozytywnymi słowami.
Dziękuję!