069. "N@pisz do mnie" Daniel Glattauer

Tytuł: N@pisz do mnie
Tytuł oryginału: Gut gegen Nordwind
Autor: Daniel Glattauer
Seria/cykl: Seria do torebki
Data premiery: 10 lutego 2010
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 248



Emmi i Leo są po trzydziestce. Ona ma cudownego męża i rodzinę, on zaś przeżywa zawody miłosne i nie potrafi odnaleźć „tej jedynej”. Świat obojga zmienia się wtedy, gdy Emmi myli adres mailowe i wiadomość wędruje do Leo. Dzieje się tak kilka razy. W końcu mężczyzna reaguje na cyklicznie wysyłane wiadomości od Emmi i w ten sposób dwa zupełnie inne wymiary wychodzą sobie naprzeciw. Znajomość rozkwita na dobre i po pewnym czasie żadne z nich nie potrafi wyobrazić sobie swojego życie bez wirtualnego przyjaciela. Kiedy maile stają się coraz bardziej intymne, a do rzeczywistości Emmi i Leo wkradają się drobne problemy wywołane ich rozmowami, oboje muszą zdecydować, czy nadszedł czas, aby zakończyć mailową przygodę.


Każdy z nas w swoim krótkim życiu przynajmniej raz odbył rozmowę z nieznajomym/nieznajomą poznanym/-ą w Internecie. Takie sytuacje w XXI wieku zdarzają się bardzo często, praktycznie codziennie. Dzięki dostępowi do najróżniejszych stron internetowych, portali lub forów możemy znaleźć ludzi podobnych do siebie, mających takie same zainteresowania bądź dzielących to samo zdanie. Tylko czy poprzez elektroniczną konwersację i monitor komputera można się zakochać?
Pomysł romansowania przez maile wydał mi się jednocześnie ciekawy i dziwny. Jak to miało wyglądać? Nie wyobrażałam sobie, aby bohaterowie mieli wyłącznie pisać do siebie wiadomości; bez żadnego spotkania, spojrzenia sobie w oczy i powiedzenia „Ty jesteś Leo”, „A ty jesteś Emmi”. Trochę dziwne, prawda? Zainteresowanie tą książką i zaciekawienie sytuacją Emmi i Leo sprawiły, ze zapomniałam o wszystkich sprzeciwach. Wiecie co? Dawno nie czytałam tak lekkiej, mądrej i zabawnej lektury.

Początek nie był obiecujący – to mogę przyznać bez bicia. Nudził mnie i nie porywał, przez co nie dawałam powieści pana Glattauera żadnych szans na zdobycie wysokiej oceny. W pewnym momencie chciałam przerwać lekturę i wziąć się za coś lepszego. Po kilku kolejnych rozmowach i długich mailach coś zaczęło się dziać: Leo zwracał się do Emmi jak do przyjaciela, Emmi zabawnie odpowiadała na wiadomości Leo, zaufali sobie, polubili się, opowiadali swoje historie, aż w końcu zaczęły się te maile, w których oboje dawali jasno do zrozumienia, że są w swoim typie i nie potrafią bez siebie żyć. Mniej więcej w ¼ książki suche wiadomości zamieniły się w przyjazne maile, które powoli zaczynały wciągać.
To, co było najbardziej niesamowite w powieści pana Glattauera, to ukazanie charakterów obu postaci. Z ręką na sercu przyznam, że nie spodziewałam się czegoś takiego! Okazuje się, że przez samo dobieranie słów czy też konstruowanie zdania można rozpoznać charakter drugiej osoby. Po kilkunastu mailach wiedziałam, że Leo, chociaż schowany pod maską spokoju i opanowania, jest mężczyzną pełnym życia, który słynął z wielu mądrych słów. Emmi podawała się za wzorową mężatkę i macochę, ale w rzeczywistości gdyby mogła wyciągnęłaby Leo z monitora. Często dawałam jej minusy za to, że po kłótniach z Leo odzywała się pierwsza, nawet jeśli jej znajomy porządnie zawinił. Mimo wszystko polubiłam ją za radość, ogromne pokłady pozytywnej energii i luźne nastawienie wobec Leo.

Chociaż powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie, nie brakuje momentów, w których trzeba skupić się na czytanych słowach. Niektóre mądrości Leo lub Emmi były bardzo złożone. Aby je zrozumieć i wziąć do serca musiałam niekiedy zwolnić z tempem czytania i przeczytać słowo po słowie, by wypowiedź nabrała sensu. Oprócz tego drobnego „ale” nic więcej nie przeszkadzało mi w „połykaniu” kolejnych stron. Humor dawał się we znaki, zaś w poważniejszych momentach idealnie dało się odczuć emocje bohaterów.
Zakończenie zrobiło na mnie duże wrażenie. Lekko schematyczny początek podsuwał mi pewne pomysły na zwieńczenie pierwszej części, tymczasem okazało się, że moje domysły nie miały nic wspólnego z końcem stworzonym przez autora. Czegoś takiego nie spodziewałam się. Zaskoczenie i szok – to właśnie czułam po zakończeniu przygody z N@pisz do mnie.

Podsumowując:
Jeśli chcecie miło i przyjemnie spędzić czas z lekką lekturą, to śmiało sięgajcie po historię Emmi i Leo. N@pisz do mnie będzie też świetnym wyborem dla tych, którzy lubią eksperymentować z literaturą i nie boją się urozmaiceń. A więc jak? Zdecydowaliście się już? 

7/10



Za możliwość poznania świata Leo i Emmi dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat 
 

6 komentarzy do “069. "N@pisz do mnie" Daniel Glattauer”

  1. Myślę, że kiedyś się na nią skuszę, jak tylko pozbędę się stosów, które mam do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak będę potrzebowała czegoś lekkiego, przyjemnego to będę miała na uwadze tą pozycję, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sądzę, że będzie to kolejna powieść, na którą się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę naprawdę miło wspominam, a niedawno skończyłam czytać podobną, nawet powiedziałabym, że lepszą :)

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za komentarz pozostawiony pod tym postem. Śmiało wyraź swoje zdanie - jeśli moja recenzja/artykuł są do bani, napisz. Powiedz, co Ci się nie podoba, co robię źle, a ja nad tym popracuję.
Uprzedzam - jeśli chcesz napisać tylko "super, świetna recenzja", podaruj sobie. Wolę mieć mniej komentarzy, a rozbudowanych i odnoszących się do treści, niż mnóstwo z kilkoma pozytywnymi słowami.
Dziękuję!