060. "Nie mogę powiedzieć ci prawdy" - Lauren Barnholdt

Tytuł: Nie mogę powiedzieć ci prawdy
Tytuł oryginału: The thing about the truth
Autor: Lauren Barnholdt
Seria/cykl: --
Data premiery: 17 października 2012
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 324

 

W nowej szkole Kelsey chce zacząć wszystko od początku, znaleźć nowych znajomych, uczyć się jeszcze lepiej i zabłysnąć, aby dostać się do wymarzonego college’u, a wszystko to po to, by zapomnieć o koszmarze sprzed trzech miesięcy, kiedy to została wyrzucona z prywatnej szkoły. Isaac nie pamięta ile razy został przenoszony do innych placówek. Jedno jest pewne: w żadnej szkole nie wytrzymał wystarczająco długo. Tym razem wybór jego ojca pada na Concordia Public, do której jego syn idzie pod pretekstem udowodnienia, iż szkoły publiczne są równie dobre jak prywatne. Co oczywiście jest kłamstwem.
Chociaż Kelsey myśli o Isaaku jako o typowym bogatym dupku, a Isaac uważa Kelsey za prawdziwą snobkę, oboje jednoczą siły, aby zabłysnąć przed dyrektorem (tak naprawdę jedno chce utrzeć nosa drugiemu). Rywalizacja przekształca się we wspólną pracę, a niechęć w uczucie. Kelsey i Isaac nie są wstanie ukryć, że rzeczywiście mają się ku sobie. Lecz zanim ich związek stanie się faktem, muszą zdecydować, czy wyznać sobie nawzajem swoje sekrety, czy też skłamać i milczeć. Jednak kłamstwo ma krótkie nogi…

Obok Nie mogę powiedzieć ci prawdy nie da się przejść obojętnie. Intrygujący tytuł, piękna okładka i interesujący opis sprawiły, że powieść pani Barnholdt szybko trafiła na listę moich priorytetów. Im dłużej zwlekałam z przeczytaniem jej powieści, tym częściej zaglądałam na różne portale książkowe, ciekawa opinii internautów. Zaskoczyły mnie niezbyt pozytywne opinie, bo byłam pewna, że Nie mogę powiedzieć ci prawdy należy do rodzaju książek, które już przed premierą mają zapewniony sukces. Negatywne oceny nie ostudziły mojego zapału i postanowiłam jak najszybciej wejść do świata Kelsey i Isaaca.

Początek przedstawiający niezbyt dobre relacje między Kelsey a Isaakiem sprawiły, że jeszcze chętniej podeszłam do lektury, i nie chodzi tu o pierwsze spotkanie tej dwójki, lecz o poważniejszą sprawę – coś, co zburzyło ich światy. Wstęp zrobił na mnie spore wrażenie. Nie mogłam się doczekać, kiedy poznam przyczynę ich złego nastawienia do siebie, a jeszcze bardziej interesowało mnie rozwiązanie problemu stanowiącego najważniejszą część książki. Wiedziałam, że coś poszło nie tak, ale nie miałam pojęcia w jaki sposób oraz kiedy. Przyznam również, że zdziwiła mnie postawa Isaaca, który do Kelsey odnosił się z pogardą. To tylko podsyca ciekawość!
W tym samym czasie w oczy rzuciła mi się jedna rzecz – wiek bohaterów. Ani w książce, ani w opisie autorka nie podaje ile lat mają Kelsey i Isaac (chyba, że czytałam nieuważnie). Sądzę, że jest to istotne dla powieści, bo czytelnik nie wie, czy Kelsey ma być rozchichotaną szesnastolatką wkraczającą do nowej społeczności, rok starszą, dojrzalszą panną, starającą się o wymarzoną przyszłość. Osobiście wyobrażałam ją sobie jako tą drugą wersję, czyli siedemnastoletnią, gotową do pracy uczennicą szkoły publicznej. To samo tyczyło się Isaaca.
Na pierwszych stronach zostałam miło zaskoczona przez autorkę. Po opisie sądziłam, że Kelsey będzie jedną z tych dziewczyn, które noszą tylko markową odzież, dodatki i buty, uwielbiają, gdy są w centrum uwagi oraz mają za sobą długą listę związków. Bardzo się zdziwiłam, gdy okazało się, że główna bohaterka nie należy do tej grupy. Natychmiast polubiłam ją za inteligencję, spokój (nawet ataki paniki były fajne w jej wykonaniu), zorganizowanie i determinację, nie mówiąc już o tym, że uwielbiała czytać książki. Czułam również, że mamy podobne nastawienie do szkolnych przystojniaków (przez Kelsey nazywanych per dupkami) i rozumiałam jej obawy. Często miałam wrażenie, że odpyskowałabym w podobny sposób. Postać Kelsey uważam za jak najbardziej udaną i świetnie przedstawioną.
Z kolei Isaac… Nie potrafię jasno określić jego charakteru. Jest zabawny, czarujący, miły, kochający, delikatny, dobrze wychowany lecz także uległy i w najgorszych przypadkach bardzo złośliwy oraz bezlitosny. Nie wiem, czy te określenia pozwolą Wam wyobrazić sobie drugiego ważnego bohatera, ale na dodatek mogę rzec, że całkowicie mnie oczarował; może nie tyle on sam, co jego zauroczenie Kelsey (choć charakter odegrał najważniejszą rolę!). Widać było, jak bardzo się stara i jak mu zależy. On i Kelsey stworzyli idealną parę o odmiennych charakterach i poglądach, co sprawiło, że powieść pani Barnholdt nabrała barw. Nie był to związek idealny, w którym strona A rozumie stronę B, i strona B zna wszystkie pragnienia strony A. Uczucie Kelsey i Isaaca zostało wystawione na ciężką próbę, a czy ją przetrwało… Nic nie mówię!
Biorąc pod uwagę wszystkie postaci występujące w Nie mogę powiedzieć ci prawdy, uważam, że dwójka głównych bohaterów została najlepiej wykreowana. Pozostali byli trochę… papierowi, zwłaszcza ojciec Isaaca. Po rodzicach Kelsey faktycznie było widać, że zależy im na tym, aby ich córka czuła się dobrze w nowym otoczeniu, a jednocześnie nie pozwalali jej na zbyt wiele, zważywszy na „małą” przygodę z wyrzuceniem ze szkoły. Nie czułam żadnego przywiązania do drugoplanowych postaci, może z wyjątkiem Chloe, nowej przyjaciółki Kels. Nie oznacza to, że ich charaktery są do niczego – autorka najbardziej skupiła się na kreacji głównych bohaterów, poświęcając za mało czasu mniej ważnych postaciom.

Miejsce akcji, choć nie idealnie wykreowane, nadało klimatu powieści. Szkolna społeczność odegrała swoją rolę, mimo tego, że nie była ona duża i szczególnie ważna. Na miejscu pani Barnholdt dodałabym nieco więcej opisów szkoły i ludzi, a całość prezentowałaby się znacznie lepiej. To, czego najbardziej brakowało mi w tle powieści, to brak scen z lekcji w salach, itp. Na pierwszy plan wysuwał się projekt (nie pomyślcie sobie, że była to kolejna grupowa praca, do której nauczyciel przydziela uczniów i akurat przez przypadek łączy pewną dwójkę, która od wieków się nienawidzi), na drugi relacje Isaac – tata i Kelsey – ojciec, a dopiero później są spotkania na korytarzu, wspólny WF, itd. Brakowało mi prawdziwych lekcji.
Rzecz, która zdecydowała o ocenie Nie mogę powiedzieć ci prawdy to język autorki. Niby wszystko jest w porządku, czyta się błyskawicznie, przyjemnie i bez problemów, ale pewien element nie dawał mi spokoju przez całą przygodę z Kelsey, i gdyby nie fakt, że go nienawidzę, mogłabym przejść obok niego obojętnie. O czym mowa? Kolokwializmy. Odniosłam wrażenie, że pani Barnholdt definiuje wiek nastoletni poprzez imprezy, przekleństwa i młodzieżowy język, który na siłę chciała wepchnąć na karty Nie mogę powiedzieć ci prawdy. Zupełnie nie był on potrzebny. Przekleństwa wcale nie musiały pojawiać się w zdaniach jako „przerywniki”, a zwroty typu „O.M.G.” lub „LOL” sprawiły, że czułam się trochę… dziwnie. Myślę, że nie przeszkadzają one tak bardzo, ale ja niestety jestem uczulona na nie i nie mogłam nie zwrócić na nie uwagi.
Reszta jest jak najbardziej w porządku. Czyta się bardzo przyjemnie i bardzo szybko. Pod koniec żałowałam, że moja przygoda z Kelsey i Isaakiem trwała tak krótko, lecz był to mój błąd w postaci tempa czytania.
Ciekawa również była sprawa, wokół której kręciła się cała powieść. Nie chodziło o sam fakt dokonania takiego a nie innego czynu, lecz o to, że ktoś w związku z nią skłamał. Wiele książek niesie ważne przesłania o miłości, przyjaźni, poświęceniu czy akceptacji, ale jak często możemy czytać o kłamstwie i o prawdzie? Te dwie wartości są naprawdę bardzo ważne. Skłamać jest łatwo, lecz jak mamy się zachować, kiedy prawda wyjdzie na jaw? Czy nie lepiej od razu wyznać to, co leży nam na sercu? Ktoś mógłby pomyśleć, że jest to historyjka o młodzieńczym pożądaniu, miłości i tak naprawdę najważniejszy element punktu kulminacyjnego jest śmieszny, ale trzeba na to spojrzeć z innej strony (mniejsza o powód afery) – warto kłamać? Warto zatajać prawdę?  



Może czas na podsumowanie?
Nie mogę powiedzieć ci prawdy to powieść, która uczy. Przeżyłam bardzo ważną lekcję o byciu fair wobec innych i chciałabym już teraz żyć według przekazanych mi zasad. Nie jest to ambitna lektura, która zmienia światopogląd, lecz na pewno stanowi lekką odskocznię od poważnych lektur, a do tego ma ważny morał. Nieznana siła wręczyła mi do rąk powieść pani Barnholdt i dzięki niej przeniosłam się do świata Kelsey i Isaaca, który mnie oczarował. Chciałabym zostać tam dłużej, ale niestety przyszedł czas na trzysta dwudziestą trzecią stronę, a co za tym idzie – koniec.
Czy polecam? Jak najbardziej! Nie zniechęcajcie się negatywnymi opiniami. A nuż właśnie wam przypadnie do gustu i pozostanie w Waszym sercu na długo. Tak jest w moim przypadku. Historię Kelsey i Isaaca będę pamiętać bardzo długo. Przeżyłam cudowne chwile i nie mam zamiaru oddawać ich w niepamięć. Trzeba przyznać, że Nie mogę powiedzieć ci prawdy wkradła się do mojego serca, zrobiła trochę bałaganu w czytelniczej duszy i umościła się w jej kącie, aby tam zawsze o sobie przypominać.

8/10



9 komentarzy do “060. "Nie mogę powiedzieć ci prawdy" - Lauren Barnholdt”

  1. Ja się zawiodłam... w sumie takie zwykłe młodzieżowe nic, a liczyłam na to, że chociaż ta "prawda" będzie naprawdę taka mega, że była wielką tajemnicą.. a tu nadal nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że powód kłótni, czyli "prawda", ma tylko symboliczne znaczenie :)

      Usuń
  2. Bardzo polubiłam serię z kolorowymi grzbietami i z wielką chęcią śledzę premiery kolejnych książek należących do tej serii. Powyższa książką już za mną i także mi się spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa recenzja...
    Ja również nie lubię przekleństw i takich odzywek typu ''LOL''.
    Może w późniejszym czasie spojrzę na tą lekturę :)
    Pozdrawiam!

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajnie się zapowiada, więc nie ukrywam, że przeczytałabym chętnie:)
    Co do okładek, to wydaje mi się, że naprawdę wiele książek jest wykonanych w ten sposób, ale to nie zmienia faktu, że rzeczywiście przyciągają wzrok.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka fajna, ale na jeden raz :) Polecam Dziewczyna, która chciała zbyt wiele - bardzo fajna i podobna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam różne opinie, ale raczej jestem przekonana do tej książki i przeczytam :)Ostatnio zaczęłam czytać takie książki i mam nadzieję, że i ta mi się spodoba tak, jak Tobie.
    Podpisuję się pod komentarzem Agnieszki D. - Dziewczyna, która chciała zbyt wiele jest świetną książką, też polecam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale się rozpisałaś :) Nie dziwie się. Koniecznie musze jakoś zdobyć te pozycje :) Bo widac, że na prawdę warto.

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za komentarz pozostawiony pod tym postem. Śmiało wyraź swoje zdanie - jeśli moja recenzja/artykuł są do bani, napisz. Powiedz, co Ci się nie podoba, co robię źle, a ja nad tym popracuję.
Uprzedzam - jeśli chcesz napisać tylko "super, świetna recenzja", podaruj sobie. Wolę mieć mniej komentarzy, a rozbudowanych i odnoszących się do treści, niż mnóstwo z kilkoma pozytywnymi słowami.
Dziękuję!