192. "Nie zabierajcie mi dziecka" Cathy Glass

Tytuł: Nie zabierajcie mi dziecka
Tytuł oryginału: Please don't take my baby
Autor: Cathy Glass
Seria/cykl: Napisane przez życie
Data premiery: 15 kwietnia 2015
Wydawnictwo: Muza S.A.
Liczba stron: 304


Cathy prowadzi rodzinę zastępczą, a oprócz tego wychowuje dwójkę swoich dzieci. Ma do nich świetne podejście i stwarza dzieciom przytulny dom. Zna się też na swojej pracy, którą lubi, ale pewnego dnia staje przed dużym wyzwaniem. Pod swój dach ma przyjąć ciężarną siedemnastolatkę w siódmym miesiącu ciąży. Jade jest bezdomna, jej relacja z matką nie jest najlepsza, jest zagubiona, a do tego przecież sama jest jeszcze dzieckiem. Popełnia błędy i wchodzi w poważny konflikt z prawem. Cathy nie tylko musi nauczyć się opieki nad nastolatką, ale także przemówić dziewczynie do rozsądku, aby nie straciła malutkiej Courtney.


Z twórczością Cathy Glass jeszcze nigdy się nie spotkałam. Po przeczytaniu opisu czułam, że będzie to książka utrzymana w klimacie Tańcząc na rozbitym szkle Ka Hancock, Dobrego ojca Diane Chamberlain lub Sekretnego życia CeeCee Wilkes również Diane Chamberlain, które, tak jak Nie zabierajcie mi dziecka, opowiadają o rodzicielstwie. Pomimo dobrych opinii o książce podeszłam do niej trochę ostrożnie. Po kilku rozdziałach okazało się, że Nie zabierajcie mi dziecka nie jest do końca taką dobrą i wzruszającą lekturą, na jaką się zapowiadała.

Problemem tej powieści jest wszechobecna papierowość, która dotyka dosłownie wszystkiego, a oprócz papierowości jest to także sztuczność. Tych dwóch rzeczy bardzo nie lubię w książkach, dlatego czytanie Nie zabierajcie mi dziecka momentami było naprawdę trudne. A teraz po kolei:

Najbardziej drażnił mnie styl autorki. Był taki… nijaki. Cathy Glass chyba lubi budować puste zdania opisujące głównie same czynności, coś w stylu „Musiałam zrobić zakupy, więc pojechałam popołudniu do supermarketu i kupiłam to, to i tamto”, a jeśli już zagłębia się w jakieś przemyślenia, to na krótko i bez żadnej pasji. Właśnie owej pasji brakuje w stylu autorki. Język jest prosty, ale nie w ten przyjemny sposób, który ułatwia czytanie i pozwala szybko zagłębić się w lekturę, ale w ten nieznośny, również nijaki. 

Z nijakiego stylu i banalnego języka powstały papierowe postacie, takie bez żadnych cech charakterystycznych i życia. Miały tylko inne imiona i każda z nich była w innym wieku, a tak poza tym nie różniły się od siebie prawie niczym. Oprócz tego każda denerwowała mnie w inny sposób – Jade swoją lekkomyślnością, Cathy swoją ślepą naiwnością, dzieci głównej bohaterki swoją sztucznością, a chłopak Jade… chyba tylko on był w porządku.

Akcja książki opiera się głównie na tym, że Jade nie rozumie wagi swojej sytuacji i ciągle robi na złość Cathy oraz sobie, a co za tym idzie, również swojemu dziecku. Denerwowało mnie to, że Jade była tak nieodpowiedzialną osobą, a Cathy nie potrafiła przemówić jej do rozsądku raz, a porządnie. Ciągle też ślepo wierzyła swojej podopiecznej, gdy ta zapewniała, że się poprawi. Miałam ochotę potrząsnąć i Cathy, i Jade, tak mocno, żeby obie zaczęły myśleć.

Na szczęście książka nie składa się z samych minusów. Jednym z dwóch dobrych akcentów powieści było zakończenie – trochę przewidywalne, ale uszczęśliwiło mnie i ładnie zamknęło powieść. Drugim plusem jest tematyka i morały, jakie płyną z książki: rodzicielstwo to jedno z najpiękniejszych zajęć, ale trzeba mu wiele poświęcić (między innymi cierpliwości i czasu). Skłania też do myślenia nad swoimi czynami, za które później będziemy nosić odpowiedzialność, a dobrym przykładem odpowiedzialności są wyczyny Jade, gdy była w ciąży.

Nie jest to aż tak zła książka, ale mnie osobiście nie przypadła ona do gustu, głównie ze względu na papierowość i nijakość. Myślę, że jest to dobra lektura do przeczytania w przerwie między cięższymi, poważniejszymi i lepiej dopracowanymi książkami lub zaraz po ich skończeniu. Jest na tyle prosta, że można przeczytać ją w jeden dzień. Osobiście nie przywiązałam się do niej i nie żywię do niej żadnych pozytywnych uczuć ze względu na wymienione i opisane wcześniej minusy. 


5/10


Za możliwość poznania historii Cathy i Jade dziękuję Wydawnictwu Muza S.A.

 

3 komentarzy do “192. "Nie zabierajcie mi dziecka" Cathy Glass”

  1. Nie cierpię kiedy książki są papierowe i nijakie. Sprawia to, że nawet dość dobry pomysł niknie pośród tej..zwyczajności (?)
    Po tę książkę na pewno nie sięgnę, ale dzięki odnośnikom do recenzji na początku tekstu, mam wielką ochotę na "Sekretne życie CeeCee Wilkes <3
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka stoi na mojej półce, ale ja wciąż nie jestem pewna czy wato po nią sięgać.
    Pozdrawiam

    http://monicas-reviews.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za komentarz pozostawiony pod tym postem. Śmiało wyraź swoje zdanie - jeśli moja recenzja/artykuł są do bani, napisz. Powiedz, co Ci się nie podoba, co robię źle, a ja nad tym popracuję.
Uprzedzam - jeśli chcesz napisać tylko "super, świetna recenzja", podaruj sobie. Wolę mieć mniej komentarzy, a rozbudowanych i odnoszących się do treści, niż mnóstwo z kilkoma pozytywnymi słowami.
Dziękuję!