088. "Lot motyla" Barbara Kingsolver

Tytuł: Lot motyla
Tytuł oryginału: Flight behavior
Autor: Barbara Kingsolver
Seria/cykl: --
Data premiery: 19 listopada 2013
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 664

Życie Dellarobii nie jest usłane różami. Mieszka na podupadającej farmie z mężem i dwójką dzieci. Nie potrafią związać końca z końcem. Codzienna monotonia i walka o przetrwanie jest męcząca dla młodej matki i żony farmera, w dodatku sama Dellarobia nie jest aniołkiem z aureolką. Ale pewnego dnia coś się zmienia. Ich małe miasteczko odwiedzają motyle – tysiące pięknych motyli monarszych, dzięki którym jezioro i las wyglądają jakby płonęły. Poruszenie w miasteczku jest ogromne. Naukowcy snują swoje teorie, przywódcy religijni swoje, dziennikarze skupiają się tylko na motylach, a ludzie zastanawiają się, czy odwiedziny tych stworzonek są zwiastunem nadchodzących zmian.

Jestem ogromną miłośniczką literatury kobiecej. Niedawno zamieniłam paranormalne romanse i niektóre młodzieżówki na coś poważniejszego. Wybór okazał się idealny, bo kilka cudownych autorek utwierdziło mnie w przekonaniu, że literatura kobieca jest czymś więcej; można tam odnaleźć dojrzałą miłość, troski dnia codziennego, poświęcenie, odwagę, ale również odpowiedzi na poważne pytania. Nic więc dziwnego, że kiedy ujrzałam Lot motyla z tą nieziemską okładką i interesującym, oryginalnym opisem, postanowiłam od razu ją przeczytać. Rekomendacja „Wydarzenie literackie minionego roku” też zrobiła swoje, no bo w końcu książki, które zostają okrzyknięte wydarzeniem literackim są kawałem porządnej lektury, czyż nie tak to działa? Wkrótce wyszło szydło z worka. Okazało się, że rekomendacja jest tylko dobrym chwytem reklamowym, a powiedzenie „Nie oceniaj książki po okładce” jest jak najbardziej prawdziwe.

Co jest największym problemem Lotu motyla? Nuda i główna bohaterka – jedno i drugie jest ze sobą silnie powiązane. No przecież miałam ochotę ją rozszarpać! Cała książka to jedno wielkie narzekanie Dellarobii na ich sytuację majątkową, życie, zamieszanie wokół motyli, teściową i ludzi z wioski oraz jej głębokie przemyślenia o życiu. Jazda quadem z
Źródło
synkiem na kartach powieści pani Kingsolver trwa mniej więcej pięć stron, ponieważ w czasie krótkiej drogi z domu głównej bohaterki na wzgórze zamieszkiwane przez motyle musimy poznać wszystkie myśli i rozterki Dellarobii. Czyż to nie brzmi trochę głupio?
Na początku pomyślałam „Wow, nawet ciekawa ta postać. Taka zupełnie inna od bohaterek podobnych powieści”. Tak, to prawda, Dellarobia bardzo różniła się od chociażby Lucy z Tańcząc na rozbitym szkle, Kate z Odnalezione marzenia albo CeeCee z Sekretne życie CeeCee Wilkes. Te bohaterki były odważne, współczujące, dobre, silne, miały w sobie taką iskierkę, która sprawiała, że od razu lubiliśmy je, a Dellarobia? Ona jest zupełnym zaprzeczeniem i na samym początku uznałam to duży za plus Lotu motyla. Kiedy mijały kolejne strony i poznawałam bliżej Dellarobię, jej ciągłe narzekanie na otaczający ją świat zaczęły mnie naprawdę denerwować. Chcieć to móc, zawsze mogła coś zrobić, ale ona wolała kłócić się z teściową i jęczeć jak jej źle. Współczułam jej mężowi, który był jaki był, ale robił wszystko, aby było im dobrze. Często rozumiałam teściową Dellarobii, która czasami miała sto procent racji. Odniosłam wrażenie, że Dellarobia była bardzo dziecinną, nieodpowiedzialną, rozpieszczoną i zapatrzoną w siebie osobą.
 Nie chodzi o to, że Dellarobia została źle wykreowana, bo pod tym względem pani Kingsolver świetnie się spisała. Z drugiej strony stworzenie zrzędliwej bohaterki jest nie lada wyzwaniem. Problem tkwi w jej postawie. Wyznaję zasadę, że książka, która czegoś mnie nauczyła, jest bardzo dobrą pozycją. Ku zaskoczeniu za pewne większości czytelników tej recenzji do tego grona mogę zaliczyć kilkanaście paranormalnych romansów, parę młodzieżówek, mnóstwo książek fantasy, sci-fi, kryminałów, kilka powieści z literatury kobiecej… a tutaj? Postawa Dellarobii, jej spojrzenie na świat i cała książka nie nauczyły mnie zupełnie niczego (oprócz tego, że gdy ci smutno, gdy ci źle, ponarzekaj – i tyle).  
Po drugie – ta książka była okropnie nudna. Jak wspominałam wcześniej, najdrobniejsza czynność była opisywana na kilka stron. Skoro jazda quadem trwała tak długo, to pomyślcie ile czasu zajęło Dellarobii wejście na wzgórze w pierwszym rozdziale. Tak, macie rację – dużo. Bardzo dużo. Gdyby nie to, że pani Kingsolver tak uparcie skupiła się na przemyśleniach głównej bohaterki, myślę, że byłoby w porządku. Nieraz nie mogłam się doczekać jakiegokolwiek dialogu. Najczęściej przy książce trzymała mnie myśl „Jeszcze sześć stron i w końcu ktoś coś powie!”. W pewnym momencie to oczekiwanie stało się bardzo uciążliwe. Niekiedy nawet miałam ochotę odłożyć Lot motyla i podarować sobie dalsze czytanie, ale zobowiązałam się do przeczytania, więc dotrwałam do samego końca.

Żeby nie postawić Lotu motyla w najgorszym świetle, chciałabym zaznaczyć dwa plusy – jeden mniejszy, drugi spory. Tym mniejszym jest prześliczna okładka, która do tej pory budzi mój podziw dla grafików. Jest po prostu nieziemska, delikatna, w pięknych barwach i… ojoj, zabraknie mi zaraz przymiotników. Drugim plusem – tym dużo większym – jest rewelacyjny styl pani Kingsolver. Sama autorka pisze w bardzo ciekawy sposób, który wciąga i wciąga, ale w połączeniu z nudną fabułą i denerwującą główną bohaterką doszło do poważnej kolizji. Język, jakim posługuje się autorka, również powinien zostać doceniony w tej recenzji. Właśnie za to uwielbiam literaturę kobiecą – dojrzały styl i kwiecisty język. Szkoda tylko, że pozostałe rzeczy nie szły w parze z tą ogromną, mocną stroną pani Kingsolver.


Koniec końców czas podsumować to i owo. Polecić czy nie polecić? Jeśli macie stalowe nerwy, nie przeszkadza Wam brak jakiejkolwiek akcji, a kilkustronicowe przemyślenia to dla Was gratka, Lot motyla na pewno przypadnie Wam do gustu. Ale jeśli tak jak ja preferujecie chociaż odrobinę akcji, godną podziwu postawę bohaterki, książkowe lekcje i szybko tracicie cierpliwość przy denerwujących postaciach, odradzam przeczytanie Lotu motyla. Z resztą – zrobicie to, co uznacie za lepsze. Może Wy dostrzeżecie urok powieści pani Kingsolver i milej spędzicie z nią czas.

4/10

Za możliwość przeczytania Lotu motyla dziękuję Młodzieżowemu Klubowi Recenzenta!



14 komentarzy do “088. "Lot motyla" Barbara Kingsolver”

  1. Już przy nudzie i narzekaniu powiedziałam tej książce: nie. Będę ją omijać szerokim łukiem. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie cierpię wręcz wiecznie narzekających bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba odpuszczę :D Mam co czytać:) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, a już się ucieszyłam, że to może porządna, grubaśna obyczajówka. Odstrasza trochę to wleczenie się czynności przez ileś tam stron i przesadna drobiazgowość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że tak słabo wypadła.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj..będe omijać ją szeroooookim łukiem! :D
    Zapraszam do siebie :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurcze. A taka piękna okładka! Tak wiec sprawdza się powiedzenie, że po okłądce nie ocenia sie książki! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Okładka się zmarnowała. Szkoda.

    http://po-uszy-w-ksiazkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam niedawno recenzję tej książki, ale utrzymana była w zupełnie innym tonie, znacznie bardziej pozytywnym. Jak wiadomo ile osób, tyle opinii, ale teraz zaczęłam się obawiam, że książka mnie wynudzi, mimo że jak na razie czuję się nią zaintrygowana. Nie przekonam się dopóki nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wyznaję taką zasadę :) Do mnie po prostu nie trafiła, ale może Tobie zdecydowanie bardziej się spodoba :)

      Usuń
  10. Okładka przepiękna, ale jak widać, szkoda wydawać pieniędzy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gоod pοst. I ωill be going through some
    of these issues as well..

    My web page; buy instagram followers that like

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za komentarz pozostawiony pod tym postem. Śmiało wyraź swoje zdanie - jeśli moja recenzja/artykuł są do bani, napisz. Powiedz, co Ci się nie podoba, co robię źle, a ja nad tym popracuję.
Uprzedzam - jeśli chcesz napisać tylko "super, świetna recenzja", podaruj sobie. Wolę mieć mniej komentarzy, a rozbudowanych i odnoszących się do treści, niż mnóstwo z kilkoma pozytywnymi słowami.
Dziękuję!