079. "Wilcza księżniczka" Cathryn Constable

Tytuł: Wilcza księżniczka
Tytuł oryginału: The Wolf Princess
Autor: Cathryn Constable 
Seria/cykl: --
Data premiery: 11 października 2013
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 272

 


Sophie jest niepozorną uczennicą angielskiej szkoły. Pozbawiona rodzicielskiego ciepła, marzy o cudownych, niesamowitych przygodach, wyprawie do pięknej Rosji i o byciu kimś wyjątkowym, niż szarą Sophie Smith.
Zwykłym zrządzeniem losu ona i jej dwie przyjaciółki – Delfina oraz Marianna – wyjeżdżają na szkolną wycieczkę do wyśnionej przez Sophie dalekiej, skutej lodem, magicznej Rosji. Pomyłka, zły pociąg i nieoczekiwany zwrot w ich podróży sprawiają, że dziewczęta pozostają zdane wyłącznie na siebie. Z opresji ratuje ich pomocna dłoń zagadkowej księżniczki Anny Wołkońskiej, która zabiera je do swego pałacu. Oczarowane dziewczęta dają się uwieść jej opowieściom o tragicznej historii rodu Wołkońskich, ukrytych brylantach i przeszłości rodu.
Kiedy zapada noc, pod pałac zakradają się białe jak śnieg wilki. Księżniczka coraz bardziej zaczyna interesować się Sophie oraz zaginionymi brylantami. Dopiero wtedy dziewczęta zaczynają się bać.

Wilki to dość powszechny temat w literaturze współczesnej. Z pewnością wielu z Was miało w dłoniach chociaż jedną powieść, której motywem przewodnim były właśnie wilki. Ale co wyjdzie z połączenia wilków i Rosji? Zaraz po ujrzeniu zapowiedzi Wilczej księżniczki wiedziałam, że muszę prędzej czy później przeczytać tę powieść. Raz, że uwielbiam wilki, a dwa, że kocham Rosję w literaturze. Przyznajcie sami, że chociaż od razu pachnie kolejną paranormalną opowiastką, jakich pełno na rynku wydawniczym, to sam opis jest ciekawy i przyciąga. Kiedy tylko Wilcza księżniczka wpadła w moje ręce, postanowiłam jak najszybciej przenieść się do świata Sophie. I wiecie co? Pomimo tego, że dzieło pani Constable ma kilka minusów, przygodę trzech przyjaciółek zapamiętam na bardzo długo.

Historia Sophie, Delfiny i Marianny zaczyna się w angielskiej szkole dla dziewcząt. Przyjaciółki właśnie dowiedziały się, że wyjeżdżają na szkolną wycieczkę do Rosji. Marzenie Sophie spełnia się, chociaż nigdy nie wierzyła w to, że otrzyma taką szansę. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to postawa dziewcząt. Zachowywały się trochę zbyt dojrzale. Delfina martwiła się o swój wygląd i ciuchy, Marianna była chodzącą encyklopedią, a Sophie zwyczajną, szarą myszką. Nie wydaje mi się, że dziewczęta w wieku trzynastu lat tak bardzo przejmują się swoją garderobą (ale, z drugiej strony, sama nie pamiętam, jak zachowywały
Źrodło
się moje koleżanki, kiedy miały trzynaście lat) i że wiedzą tak dużo jak Marianna. Autorka również postanowiła nie wysilać się przy kreacji bohaterek i skorzystała z szablonu, wobec czego zachowanie dziewcząt było bardzo przewidywalne i czasami bardzo… głupie.
Poprzez trzecioosobową narrację z punktu widzenia Sophie pani Constable starała się stworzyć bajkowy klimat i w związku z tym robiła nacisk na emocje głównej bohaterki. Zabieg ten spalił na panewce, ponieważ zamiast emocji, które miały zadziałać na czytelnika, wyszły z tego nieco przesłodzone, baśniowe opisy niesamowitej jazdy wozokiem lub odkrywania tajemnic Pałacu Zimowego. Oczywiście formalnie nie jest to minus, ale dla mnie było to trochę tanie i kiczowate. Bajkowość powieści lepiej zrozumieją młodsi czytelnicy, mniej więcej w przedziale wiekowym 10 – 13 lat i myślę, że to właśnie do nich kierowana jest historia Sophie. Niektórym ten element może przypaść do gustu, ale mnie – trochę starszej czytelniczce – wydał się odrobinę dziecinny.
Kolejnym małym minusem Wilczej księżniczki są tytuły rozdziałów, których równie dobrze mogłoby nie być, zważywszy na to, że ani nie przyciągają, ani nie są ważne dla treści. Ogólnie rzecz biorąc, ta powieść jest napisana bardzo prosto i schematycznie. Od samego początku widać, kto jest zły, a kto dobry i nie trzeba długo nad tym myśleć. Jak mówiłam wcześniej, Wilcza księżniczka skierowana jest do młodszych czytelników i dla nich taki rozwój wydarzeń będzie czymś ekscytującym, lecz kogoś, kto ma za sobą kilka podobnych pozycji, nie będzie niczym nowym. Pozwoliłam więc sobie wyłączyć opcję „Potępiam schemat” i z przyjemnością skupiłam się na przygodach Sophie. Przyznam szczerze, że czasami miło jest przeczytać coś prostego, nieskomplikowanego i lekkiego.   

Oczywiście są i pozytywne strony Wilczej księżniczki. Bajkowość, oceniona przeze mnie za kiczowatą na początku książki, świetnie prezentuje się w mocnym punkcie kulminacyjnym, który zrobił na mnie duże wrażenie. Dopiero na końcu, kiedy wszystkie elementy zostają połączone i dobro wygrywa, a zło przegrywa, baśniowość dodaje klimatu powieści – takiego prawdziwego. Sam punkt kulminacyjny, jak wspomniałam wcześniej, był zaskakująco dobry. Akcja gnała do przodu, działy się niesamowite rzeczy, a i niektórzy bohaterowie zachowali się nad wyraz dzielnie i odważnie. To bardzo mi się spodobało. Lubię mocne zakończenia z wyraźnym punktem kulminacyjnym, a pani Constable świetnie się to udało (może po części dlatego, że jest to przewidziane w schemacie).
Styl i język autorki jest dostosowany do młodych czytelników. Czyta się naprawdę bardzo szybko, wręcz błyskawicznie, i bez żadnych problemów. Właściwie kwestią kilku godzin jest przeczytanie Wilczej księżniczki bez większych odstępów.
Oprócz samej przygody Sophie równie ciekawa jest także historia prawdziwej wilczej księżniczki, która bardzo mnie wzruszyła. Tło w postaci zaśnieżonej Rosji idealnie spełniło swoją rolę. Ogólnie rzecz biorąc z miejsca akcji jestem zadowolona. Dwoma najgorszymi minusami Wilczej księżniczki są bohaterowie oraz niepotrzebny i trochę sztuczny nacisk na emocje. Mniejszymi plusami są bajkowość na końcu powieści, punkt kulminacyjny i styl pani Constable.

Wilcza księżniczka nie jest ambitną lekturą, ale może umilić niejeden leniwy wieczór. Jest to ciekawa przygoda niosąca ze sobą wiele morałów i nauk. Urzekła mnie Rosja oraz Pałac Zimowy, ale całość zepsuło kilka rzeczy. Pomimo tego Wilcza księżniczka stała się dla mnie przyjemną odskocznią od rzeczywistości i pozwoliła na chwilę przenieść się do magicznego pałacu w lesie. Czy polecam? Jak najbardziej, ale nie jestem pewna, czy wszystkim przypadnie do gustu. Na zakończenie powiem Wam, że mimo wszystko warto raz na czas oderwać się od świata i zniknąć w innym, trochę mniej skomplikowanym i schematycznym.

7/10

Za możliwość poznania historii Sophie serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las
http://bukowylas.pl/
 






 

13 komentarzy do “079. "Wilcza księżniczka" Cathryn Constable”

  1. Mam na półce i panuję za niedługo przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przymierzam się do tej książki, chociaż wzmianka o tym, że powieść lepiej trafiłaby do dzieciaków jest lekko niepokojąca, ale tak czy inaczej pewnie spróbuję się z nią zmierzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przeczytać! "Wilcza księżniczka" jest utrzymana w takim klimacie, jakim lubię. Chociaż ta schematyczność mocno mnie razi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu okładka musi mnie tak odstraszać?! Może się przełamię i kiedyś kupię...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo miło spędziłam czas w jej towarzystwie

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak nadarzy się okazja z chęcią przeczytam, ale nie będę jej specjalnie szukać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Faktycznie, opis bardzo intryguje. Szczerze mówiąc, myślę, że te irytujące rzeczy, które wymieniałaś nie dawałyby mi spokoju, jeżeli czytałabym tę książkę. Moja chęć na przeczytanie jej trochę osłabła, choć nie mówię ostatecznego ,,Nie!" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj coś czuję, że jestem już na takie książki za stara :P

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja mam mieszane uczucia co do tej książki. Sama nie wiem. Czytać, czy nie czytać? :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Może jak kiedyś zobaczę na półce w bibliotece, bo jakoś teraz nie jestem przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję, że w miarę szybko uda mi się zapoznać z tą powieścią. Naprawdę interesuje mnie jej fabuła, którą po pierwszych zapowiedziach widziałam w bardziej paranormalnym świetle :p

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za komentarz pozostawiony pod tym postem. Śmiało wyraź swoje zdanie - jeśli moja recenzja/artykuł są do bani, napisz. Powiedz, co Ci się nie podoba, co robię źle, a ja nad tym popracuję.
Uprzedzam - jeśli chcesz napisać tylko "super, świetna recenzja", podaruj sobie. Wolę mieć mniej komentarzy, a rozbudowanych i odnoszących się do treści, niż mnóstwo z kilkoma pozytywnymi słowami.
Dziękuję!