084. "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" Anna Kańtoch

Tytuł: Tajemnica Diabelskiego Kręgu
Tytuł oryginału: --
Autor: Anna Kańtoch
Seria/cykl: --
Data premiery: 6 listopada 2013
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 512

 W powojennej Polsce nastają twarde rządy. Ludzie podnoszą się po II wojnie światowej, kształtuje się nowa rzeczywistość i zupełnie inny świat… pełen aniołów. Trzynastoletnia Nina pamięta dzień, w którym po raz pierwszy ujrzała skrzydlatego. Teraz jeden z nich – przechowywany u sąsiadów, o którym nie może dowiedzieć się milicja i inne organy państwa – wybiera właśnie ją i zaprasza na wakacje w tajemniczym klasztorze w niewielkiej, cichej miejscowości Markoty. Ale dlaczego akurat Nina? Przecież jest tylko zwykłą trzynastoletnią dziewczyną zakochaną w sztuce. Co więc jest w niej takiego niezwykłego?

Zauważyliście, że w ostatnim czasie na rynku wydawniczym ukazało się mnóstwo pozycji polskich autorów? Najczęściej polscy pisarze chcą stworzyć coś podobnego do literatury zagranicznej, uparcie nadając bohaterom angielskie imiona, osadzając miejsce akcji daleko za granicą, a w ogóle nie zwracając uwagi na to, że nasza kochana Polska też może być ciekawym miejscem na pojedynki różnych, często wrogich sobie sił. Pani Kańtoch skorzystała z uroku naszego kraju oraz z sytuacji w powojennej Polsce. Tajemnica Diabelskiego Kręgu to polski odpowiednik zagranicznej fantastyki. Pytanie tylko, czy wystarczająco dobry?
No właśnie, w tym rzecz, że książka, która zapowiadała się na kawał dobrej lektury wcale taka nie była. Byłam napędzona pozytywną energią i przyciąganiem do powieści Pani Kańtoch, lecz cały entuzjazm wyparował, kiedy zaczęły dawać o sobie znać pierwsze negatywne strony historii Niny. Aby było przyjemniej i aby od razu nie wytykać błędów zacznę od plusów.
Dla mnie, jako dla miłośniczki historii powojennej Polski, miłym zaskoczeniem było osadzenie akcji w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Najczęściej można spotkać czasy współczesne, średniowiecze lub dziewiętnasty wiek, a tutaj – tadam! – kilka lat po zakończeniu II wojny światowej. Niewątpliwie lata pięćdziesiąte dodają Tajemnicy Diabelskiego Kręgu uroku i klimatu, takiego przyjemnego, swojskiego i rzadko spotykanego w innych książkach. Od razu czuć że jest to Polska. Jako że w swoim krótkim życiu usłyszałam mnóstwo historyjek o czasach, kiedy Polska podnosiła się z gruzów, wyobrażenie sobie naznaczonych wojną miasteczek było dla mnie bardzo proste. Tym sposobem na konto Tajemnicy Diabelskiego Kręgu wpłynęły pierwsze plusy, które sprawiały, że chętniej przechodziłam do kolejnych rozdziałów.
Bez dwóch zdań do plusów należy również zaliczyć ilustracje! Rany, jak ja dawno nie czytałam książki z obrazkami! Co prawda nie było ich wiele – zaledwie kilka – ale ich wykonanie, dbałość o szczegóły, przekaz i sama obecność między stronami uatrakcyjniły całą powieść. Były naprawdę śliczne i cudownie wykonane. Nie spodziewałam się takiego przyjemnego dodatku. Aż poczułam się jak mała dziewczynka wkraczająca dopiero w świat literatury, kiedy to ilustracje pomagały zrozumieć treść i powoli wpływały na kształtowanie się wyobraźni… Ach, dzieciństwo…
Okej, pora zakończyć wzdychanie nad obrazkami i przybliżyć Wam kolejną mocną stronę Tajemnicy Diabelskiego Kręgu – niestety ostatnią. Jest nią bardzo przyjemny styl Pani Kańtoch, w sam raz dla trochę młodszych czytelników. Mnie osobiście – odrobinę starszej czytelniczce – do pewnego momentu czytało się lekko i bez problemów. Kwestią kilku minut było „połknięcie” pierwszych dziesięciu stron. Narracja trzecioosobowa zadbała o to, aby treść nie okazała się banalna i dziecinna. Jestem pewna, że młodsi czytelnicy będą mogli nauczyć się czegoś już z samego języka, jakim posługuje się autorka.
Ale chwila – „do pewnego momentu czytało się lekko i bez problemów”. Właśnie… Czym jest ten „pewien moment”? Hm, na pewno czymś, co zmieniło ocenę Tajemnicy Diabelskiego Kręgu i namieszało w odbiorze, nie uważacie tak? Jeśli zgadzacie się z tym, to macie rację, bo owy moment faktycznie zaniżył wysokie noty zapowiadającej się na ciekawą powieść Pani Kańtoch o czym mowa? Właściwie są to dwie rzeczy:
Brak większej akcji. Nie licząc rzecz jasna punktu kulminacyjnego przez całą powieść najnormalniej w świecie nudziłam się. Przeczytanie kolejnych kilku stron było dla mnie męczarnią. Ogólnie rzecz biorąc z Tajemnicą Diabelskiego Kręgu spędziłam kilka bardzo, bardzo, bardzo długich dni. W czasie lektury odpływałam myślami, często chciało mi się spać, oczy same się kleiły, a wszystko to przez brak akcji. Owszem, czasami zdarzało się coś ciekawego, jakiś moment przełomowy, lecz trwał on zwykle króciutko i na następnych stronach Nina oraz jej przyjaciele powracali do rozwiązywania zagadki. Niby coś się dzieje – w końcu owa tajemnica Diabelskiego Kręgu była interesująca – ale tak naprawdę nie było nic, co przykułoby moją uwagę i sprawiło, że chętnie powracałam do lektury. Szczerze powiedziawszy po trzecim rozdziale czytanie Tajemnicy Diabelskiego Kręgu stało się dla mnie mordęgą napędzaną nadzieją, że jeszcze trafi się jakiś naprawdę ciekawy fragment. W efekcie końcowym dobrnęłam do końca w jakiś magiczny sposób (nareszcie mam prawdziwe moce!).
Drugim dosyć poważnym minusem Tajemnicy Diabelskiego Kręgu jest długość rozdziałów. Załóżmy, że książka ma być kierowana do młodzieży w wieku 11-14 lat – opis, okładka, fabuła mówią same za siebie, no i rzecz jasna moje ukochane obrazki! Oczywiście niekoniecznie, ale taki jest zamysł (teoretycznie po Tajemnicę Diabelskiego Kręgu śmiało może sięgnąć każdy). Jeśli przyjmujemy taki przedział wiekowy, to rozdziały są stanowczo za długie dla takich czytelników! Może dla nas 30-40 stron to nic wielkiego (w końcu dziennie połykamy więcej!), ale dla młodszego czytelnika to nie lada wyzwanie. Przypomnijcie sobie swoją pierwszą dłuższą książkę, taką prawdziwą przygodę – przeczytaliście ją w jeden, dwa dni czy z większymi odstępami? Pragnę również wziąć pod uwagę to, że w rozdziałach nie ma odstępów w akcji –  między jedną czynnością a drugą nie ma przerwy. Chociażby taki dzień i noc. Autorka tylko powiadamia czytelnika słowami „Następnego dnia…”, a przecież w tym miejscu mógłby być odstęp, w którym można przerwać czytanie, odetchnąć, wykonać swoje obowiązki i powrócić do czytania. Urywanie w połowie rozdziału jest trochę denerwujące, bo zamiast od razu zacząć czytać musimy najpierw znaleźć fragment, na którym zakończyliśmy czytanie, przypomnieć sobie, o co chodziło w tym rozdziale i dopiero wtedy kontynuować przygodę. W moim przypadku najwięcej czasu na czytanie mam wieczorem, przed snem, ale kiedy spotykam się z brakiem akcji i mega długimi rozdziałami powieki natychmiast mi opadają i często nie potrafię skupić się na treści.

Koniec końców pasowałoby podsumować to i owo. Gdyby nie te dwa jak dla mnie ogromne minusy, Tajemnica Diabelskiego Kręgu najprawdopodobniej okazałaby się jedną z lepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku. Naprawdę zapowiadała się na niezłą lekturę. Niestety tak się nie stało. Niby tylko dwie rzeczy, a jednak tak wpłynęły na ocenę. Mogłabym jeszcze opowiedzieć o bohaterach, lecz po co mam nadmieniać, że są schematyczni, skoro po młodzieżowej lekturze można się tego spodziewać? Uprzedzam, że szablonowych postaci nie włączam ani w minusy, ani w plusy. Po prostu są, autorka ładnie wplotła ich do historii, ale fakt faktem zabrakło mi w nich iskierki życia. Nina jeszcze ujdzie, ale Tamara czy Jacek… Hej, dobra, bohaterów zostawiam w spokoju! Byli całkiem ciekawi – idealni przyjaciele dla młodego czytelnika.
W trakcie recenzji zaliczyłam powieść Pani Kańtoch do literatury dla młodzieży 11-14 lat, ale tak naprawdę po Tajemnicę Diabelskiego Kręgu może sięgnąć każdy, bez względu na wiek. Jest to jedna z tych książek dla każdego. Nie kłamię. Niewymagający czytelnik może mile spędzić z nią czas.
Jeśli nie zwracacie uwagi na brak akcji i mega długie rozdziały, to śmiało chwytajcie książkę Anny Kańtoch – a nuż Wam bardziej przypadnie do gustu niż mi. Cóż… warto spróbować! 

5/10

Za możliwośc poznania świata Niny serdecznie dziękuję Młodzieżowemu Klubowi Recenzenta!


083. "Bajki dla marzycieli" Alani Satori

Tytuł: Bajki dla marzycieli
Tytuł oryginału: --
Autor: Alani Satori
Seria/cykl: --
Data premiery: 4 listopada 2013
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza 
Liczba stron: 78

 

Czasami zadajesz sobie pytanie: powinnam najpierw pomóc sobie, czy swoim przyjaciołom? Innym razem spotykasz się z problemem swojej przyszłości – iść w kierunku, po którym będę miała pewność, że znajdę pracę, czy podążać za swoimi marzeniami? Często też jest tak, że choć mam wiedzę na jakiś temat, nie chcemy się odezwać, pewni tego, że przecież są osoby bardziej wykształcone od nas i znają się na tym lepiej. Prawda? Jeśli tak jest, to nie zastanawiaj się dłużej, tylko sięgnij po Bajki dla marzycieli.
                                                                               
A kiedy robisz to, co naprawdę kochasz, to zawsze robisz to dobrze.
(str. 15)

Zacznijmy od tego, że widząc zapowiedź cieniutkiego zbioru bajek Pani Satori pomyślałam sobie „Krótkie, cienkie… Przeczytam! Tylko pytanie, czy ciekawe?”. Od razu bez bicia powiem, że nie wiązałam z tą pozycją ogromnych nadziei, no bo jak można przywiązać się do siedemdziesięciu pięciu stron? A no właśnie – najwidoczniej można! Bajki dla marzycieli są tego idealnym przykładem. Nim zdecydujecie, że „To nie dla mnie”, przeczytajcie chociaż tę recenzję. Może jeszcze zmienicie zdanie!
Każdy w życiu zadaje mnóstwo pytań. Jako dzieci pytamy się „Czym jest sarkazm?”, „Dlaczego deszcz pada z góry na dół, a nie z dołu do góry” albo „Dlaczego przy krojeniu cebuli niektórzy płaczą?”. Czas mija, przybywa nam lat i stajemy się starsi. Wtedy pytania są trochę bardziej złożone, podchwytliwe i najczęściej trudno na nie odpowiedzieć jednoznacznie. Spotkaliście się już z takimi? Ja w swoim krótkim życiu tak. No bo czym jest przyjaźń? Co zrobić ze swoją przyszłością? Jedni mówią „Idź w kierunku, który da ci pracę w przyszłości!”, lecz później słyszę „Podążaj za swoimi marzeniami. Rób to, co lubisz”. Która odpowiedź jest prawidłowa?
Alani Satori postanowiła odpowiedzieć na te pytania w krótkim zbiorze bajek. Bajki?
Źródło
Naprawdę? A co to ja – dziecko? Oj, uwierzcie, takie dziecinne bajki mają w sobie najwięcej mądrości. Poznając kilka przyjemnych bajek uświadomiłam sobie w jak prosty, banalny sposób można odpowiedzieć na nasze nurtujące pytania. Chociażby taka historyjka o praktycznej Matyldzie, która nie wiedziała co zrobić ze swoim życiem. Niby taka dziecinna bajeczka o podążaniu za marzeniami, a tak naprawdę okazała się zbiorem najważniejszych odpowiedzi. To samo tyczy się pozostałych dziewięciu bajek. Brzmi banalnie? Uwierz mi, że wcale tak nie jest!
Tak naprawdę pozycja Pani Satori jest dla wszystkich – małych dzieci jako bajki na dobranoc, dorosłych, nastolatków, ludzi starszych, zagubionych, niezdecydowanych, pewnych siebie, nieśmiałych, pozytywnie nastawionych do życia i negatywnie… Można tak wyliczać. Zwykle słowo „bajka” kojarzy nam się z dzieciństwem i dziećmi, które tylko czekają na wieczorne opowieści rodziców. Autorka w sprytny sposób przyciągnęła również starszych czytelników. Kto z Was nie chciałby jeszcze raz poczuć się jak dziecko i przeczytać sam dla siebie bajkę? Przecież to takie przyjemne! Pragnę zaznaczyć, że bajki Pani Satori czyta się bardzo szybko, lekko i przyjemnie – tak szybko, że nie zauważyłam, kiedy przeczytałam wszystkie i znalazłam się na ostatniej stronie.
Należy również wspomnieć o interpretacji bajek. Autorka od razu podaje ich znaczenie oraz właściwe odczytanie tych krótkich historyjek, w związku z czym nie musimy sami główkować nad interpretacją utworów. Alani Satori ułatwiła czytelnikowi czytanie, dlatego bez problemu można od razu przejść do kolejnej historii. I tak do samego końca.
Czy polecam? Jakie niemądre pytanie! Oczywiście, że tak! Jestem zachwycona tą pozycją i zachęcam Was, abyście sięgnęli po nią. To tylko siedemdziesiąt pięć stron – tylko, ale i aż. Aż siedemdziesiąt pięć stron wiedzy, której nie uzyskacie w szkole na lekcji, na wykładach lub kursach. Są to bardzo życiowe lekcje, które poruszają bliskie nam wszystkim tematy. Zapewniam Was, że dużo zyskacie czytając Bajki dla marzycieli!

8/10

Za możliwość poznania odpowiedzi na najważniejsze pytania za pomocą Bajek dla marzycieli serdecznie dziękuję Portalowi Sztukater.pl

http://sztukater.pl/


 

Ogólnopolska Zbiórka Darów Kulturalnych!

Poczekaj! Nie ignoruj tego posta, dobra? Zaczekaj chwilę. Chcę powiedzieć Ci coś ważnego. Obiecuję, że nie zajmę dużo czasu!
Oglądnij te dwa filmiki, zgoda? Zaraz wszystko wyjaśnię.


 

Cudownie jest usiąść w swoim ulubionym kącie, otworzyć książkę i wejść do świata
http://www.sztukater.pl/
stworzonego przez autora, prawda? Dla nas - książkoholików, czytelników, przyszłych pisarzy, poetów, miłośników literatury - ta czynność jest jak oddychanie; dzięki niej żyjemy. W końcu, jak powiedział Umberto Eco, Kto czyta książki - żyje podwójnie. Mamy własne książki, biblioteki dookoła, miejsca na chwilę relaksu, przyzwyczajenia (czy ktoś z Was nie czytał książki mając obok siebie kubek herbaty/kawy/kakao/whatever?) - ogółem swój własny świat. Ale wśród nas są osoby, którym nie dane jest codziennie przenosić się do świata literatury. Nie mają do tego warunków. Już rozumiesz?

Czy możemy im pomóc? 
Oczywiście.

 Czy pomyśleliście o tym, że książki przyniosą ogromną radość dla tych, którzy nie mają praktycznie niczego?

Jest to łatwiejsze niż myślisz! Zatrzymaj się na chwilę i pozwól, że wytłumaczę Ci o co chodzi.

Stowarzyszenie Sztukater ogłosiło Ogólnopolską Zbiórkę Darów Kulturalnych! Proszę Cię, poświęć kilka minut na przeczytanie tego posta i zdecyduj, czy chcesz być bohaterem, pomagając innym ludziom, zwłaszcza w kwestii, która jest Tobie bardzo bliska. 

Co zbiórka ma na celu? Przede wszystkim obdarować wiele placówek kulturowych, które nie są w stanie wyposażyć tych miejsc w sprzęt umilający ludziom rozwój i zdobywanie wiedzy. Chodzi tutaj o:
  • książki
  • meble
  • materiały biurowe
  • pieniądze na wyposażenie
 To nie jest trudne! Dołącz się do nas i podziel się z innymi wiedzą zdobytą z przeczytanych przez Ciebie książek! Pomyśl z ilu powieści już wyrosłeś/-aś, a iloma możesz się podzielić z osobami, które marzą o przeżyciu takiej samej przygody. Każdy ma przecież jakieś książki, do których nigdy nie wróci. Pomóż nam obdarować ubogie placówki, które walczą z wykluczeniem społecznym. Pomóż tym, co nie mogą codziennie przenosić się do innego świata i iść w wymarzonym kierunku. Pomóż swoim czytelniczym braciom i siostrom!

Gotów?
Start!

Pomyśl jakie tytuły nie zostaną przez Ciebie nigdy więcej przeczytane. Przygody Tomka Sawyera? W pustyni i w puszczy? A może nie sięgniesz już po najnowszy Szklany tron, który w ogóle nie przypadł Ci do gustu? Pamiętaj  - nie muszą być to nowe książki. Wystarczy, że będą zadbane. Czy masz może jakieś materiały biurowe? Coś, co Ci się powtarza lub wiesz, że tego nie użyjesz? W takim razie spakuj to do pudełka/paczki, zanieś na pocztę i wyślij prosto do Stowarzyszenia Sztukater! Adres korespondencyjny:

Stowarzyszenie Sztukater
Z dopiskiem Święta z książką
skr. poczt. Nr 6
50-950 Wrocław 68

Nie zapomnij dołączyć do paczki kartki z odręcznie wypisanymi życzeniami świątecznymi (bez danych osobowych adresata, z dedykacją). Zostanie ona przekazana osobom bezdomnym w schroniskach w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia.
Czyż to nie piękny gest?

W razie jakichkolwiek pytań śmiało możesz pisać na adres info@sztukater.pl
Z kolei TUTAJ będą na bieżąco podawane informacje o darach i o ofiarodawcach. 
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, kliknij TUTAJ, dołącz do wydarzenia i reklamuj akcję razem z nami!
Problem poruszany przez Stowarzyszenie Sztukater jest bardzo ważny i dotyka wiele placówek kulturowych. Akcja zdobywa popularność i dołączają się do niej nie tylko pojedyncze osoby! 

Widzisz jakie to proste? 

Dołącz do tego wydarzenia na Facebooku. Przyjemnie jest oglądać poszerzające się grono ochotników i czytelników, którzy pomagają bliźnim słowem pisanym. Jest nas w tej chwili ponad 4 tysiące! Nawet nie wiesz ile możemy zdziałać w takiej ilości - a pomyśl jak skuteczna będzie nasza akcja, jeśli dołączy do nas jeszcze więcej osób. Poleć wydarzenie znajomym, utwórzcie jedną, bogatą w książki, wielką paczkę. Czy widzisz uśmiech na twarzach przyszłych czytelników? Właśnie podarowałeś im cząstkę swojego świata. To najpiękniejszy prezent dla nich.
Akcja ruszyła 1 grudnia. Zbiórka darów trwa do 1 grudnia 2014. Masz więc dużo czasu! Rozdysponowanie darów odbywa się co kwartał, a oficjalne rozliczenie zbiórki nastąpi 10 grudnia 2014. 

Dziękuję Ci za czas poświęcony na przeczytanie tego posta. A teraz pomyśl czy chcesz przyczynić się do radości ludzi, którzy wkrótce będą mogli przenieść się do innych światów. Proste, prawda? W takim razie... do dzieła, Przyjacielu!



   





 

082. "Joyland" Stephen King

Tytuł: Joyland
Tytuł oryginału: Joyland
Autor: Stephen King
Seria/cykl: --
Data premiery: 6 czerwca 2013
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 336



Większość z Was wie, jak trudne może być rozstanie. Zwłaszcza wtedy, kiedy osoba, którą kochamy i dla której chcemy zmienić swoje życie po prostu nas zostawia. Dwudziestojednoletni Devin Jones właśnie przeżył smutne rozstanie ze swoją dziewczyną. Aby o niej zapomnieć podjął pracę w jednym z najpopularniejszych parków rozrywki, który w sezonie letnim pęka w szwach. „Joyland” to nie tylko wesołe miasteczko z mnóstwem atrakcji, lecz również miejsce tragicznego morderstwa. Ciekawość Devina i jego przyjaciół sprawia, że zabójstw młodej Lindy Gray staje się dla nich zagadką do rozwiązania. Ale jak potoczy się ich prywatne śledztwo, jeśli na drodze stanie im ktoś, kto nie chce, aby tajemnice z przeszłości wyszły na jaw?

Głośna premiera Joyland Stephena Kinga i naprawdę ciekawy opis przyczyniły się do tego, że po raz pierwszy sięgnęłam po dzieło tegoż autora. Nigdy nie czytałam żadnej jego książki, chociaż miałam w planach kilka interesujących tytułów. Skoro więc już znalazłam się w księgarni, zapłaciłam, wzięłam Joyland do domu i postawiłam na swojej półce, czym prędzej chciałam zacząć czytać najnowszą powieść pana Kinga. Autor z takim dorobkiem literackim to nie lada wyzwanie! No cóż… było miło, ale się skończyło, tylko czy wszystko było w porządku?
No właśnie. Joyland to taki horror bez grozy. Dziwnie brzmi? Tak, wręcz idiotycznie i

nie na miejscu, bo co to za horror, który nie ma w sobie nic z tego gatunku? Z Joyland tak było. Reklamy informujące, że jest to kolejny, cudowny, przerażający horror Stephena Kinga tylko stworzyły złudną nadzieję i – jak to reklama ma uczynić – przyciągnęły mnóstwo czytelników. Przecież każdy z nas zna również tą drugą, ciemną stronę wesołych miasteczek, nieprawdaż? Ile to horrorów było kręconych w parkach rozrywki, zwłaszcza w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych? Gdyby nie reklamy oraz gorące zapewnienia, że jest to kolejny, świetny horror Stephena Kinga, najnormalniej w życiu powiedziałabym, że Joyland to całkiem-całkiem dobry thriller z kilkoma minusami.
Tak naprawdę historia Devina wcale nie była straszna. Przez ¾ książki pan King opowiada o tym, jak główny bohater zmienia swoje życie, staje się mężczyzną, zapomina, dojrzewa i spełnia swoje marzenia. Nie doszukałam się tam ani grama horroru, chociaż – stop! „Joyland” samo w sobie trochę mnie przerażało, ale myślę, że było tak głównie przez osadzenie akcji w moich ukochanych latach siedemdziesiątych. Wesołe miasteczko wyobrażałam sobie i jako park rozrywki dla uśmiechniętych „ćwoków”, i jako ponure miejsce zbrodni, pełne strachów i miejsc, w których człowiek nie chciałby się znaleźć. Ale wizja ta była wywołana tylko i wyłącznie przez moją miłość do przerażających wesołych miasteczek – słowa Kinga przyczyniły się do tego w niewielkim stopniu, jedynie zarysowując sam kształt, który czytelnik mógł sobie wypełnić czym chciał.
Jak powiedziałam wcześniej, Joyland to taki horror bez grozy. Bardziej przypominał mi thriller niż powieść, która miałaby wystraszyć czytelnika, wciągnąć do niebezpiecznego świata Devina i trzymać tam do ostatniej strony.

Główny bohater to postać, która przypadła mi do gustu. Spodobał mi się jego charakter. Był przede wszystkim bardzo naturalny i przyjazny. Myślę, że gdybyśmy mieli
Źródło
spotkać się w rzeczywistości to mogłabym z nim długo rozmawiać na najróżniejsze tematy (chociażby zapytać jak bardzo podobała mu się płyta Pink Floyd The dark side of the moon, którą główny bohater nabył zaraz po premierze – w 1973). Ogólnie rzecz biorąc bohaterowie są mocną stroną Joyland i w tym miejscu powieść pana Kinga dostała ode mnie plusa. Autor – na szczęście! – nie zdecydował się na szablonowe postacie, i chwała mu za to. Jeśli bohaterowie są dobrze wykreowani, w jakimś stopniu ratują ocenę powieści.
Mocną stroną Joyland jest również zakończenie – tak jak postacie – nieszablonowe, tylko bardzo realne, życiowe i słodko-gorzkie. Dzięki temu od razu polubiłam pana Kinga. A dlaczego? Bo do stworzonego przez siebie świata dodaje elementy z prawdziwego życia. W związku z tym historia Devina wydaje się prawdziwa. A wszystko to wyrażone jest w bardzo lekki, przyjemny sposób.
Skoro już jestem przy lekkości, pasowałoby powiedzieć coś o stylu Stephena Kinga. Nie wiem jak pod tym względem wypadły inne jego powieści, ale czytanie Joyland należało do najprzyjemniejszej czynności na świecie. Pan King pisze bardzo swobodnie, naturalnie i prosto, o czym często zapominają inni autorzy chcący poczuć się jak prawdziwi pisarze. Stephen King przez całą powieść jest sobą, dlatego postać Devina stała się dla mnie bardzo bliska. Czytając Joyland myślałam „Oj, Devin, Devin… Opowiadasz to jakbyś mnie dobrze znał, a przecież jesteś tylko fikcyjnym bohaterem literackim!”. Dobry odbiór powieści zapewnia też świetna narracja pierwszoosobowa, w której rozmyślenia Devina z przeszłości przeplatają się z teraźniejszością. Złudzenie opowiadania przez Devina swojej historii tylko dodaje atrakcyjności Joyland.

Koniec końców czas napisać ostatni akapit i podsumować powieść pana Kinga. Gdyby nie ten pierwszy, największy i najgorszy minus, Joyland dostałaby ode mnie o wiele wyższą ocenę. Niestety czasami reklamy działają na niekorzyść książki. W mojej ocenie Joyland to dobry thriller, ale pod żadnym pozorem nie mogę nazwać jej horrorem. Horror jest zupełnie inny, a Joyland lepiej spisała się w roli thrillera. Bohaterowie, styl pana Kinga, narracja i czas akcji w niewielkim stopniu ratują sytuację. Stąd też ocena 5/10.
Oczywiście nie jest to moja ostatnia książka Stephena Kinga. W planach mam kilka zapowiadających się na kawał dobrej lektury.

5/10