011. Dryfując na morzu łez. Nora Melling - Kwiat mroku

    Czytanie idzie mi w tej chwili słabo - może to przez próbne egzaminy i zamartwianie się wynikami... No cóż, dzisiaj odprężę się przy Finale. Tak bardzo tęskniłam za Patchem! Naprawdę nie potrafię uwierzyć, że to już ostatnia część... 
    Ponieważ nie wiem kiedy napiszę nową recenzję i dodam ją na bloga, postanowiłam podzielić się z Wami odrobinę starszymi opiniami ^^ Przed Wami Kwiat mroku Nory Melling.





Tytuł: Kwiat mroku
Autor: Nora Melling
Data premiery: 29 września 2011r.
Wydawnictwo: MAK Verlag
Ilość stron: 352




Ból po stracie najcenniejszej w życiu osoby i dziewczyna, która stara się zapanować nad własnym światem.


              "Kwiat Mroku" zwrócił na siebie moja uwagę przez tytuł i opis. Sięgnęłam po tą książkę, gdyż wydawało mi się, że będzie to powieść, która zdoła zmusić mnie do innego patrzenia na życie i wyciśnie ze mnie trochę łez. W końcu opowiada o śmierci i trudnym podniesieniu się po najgorszym z możliwych ciosów - utracie kogoś bardzo bliskiego. Tak więc otworzyłam na pierwszej stronie i zaczęłam czytać, mając nadzieję, że czeka mnie mnóstwo wspaniałych chwil z książką autorstwa Nory Melling.
              Jakież było moje zdziwienie, gdy tak się nie stało...

              Luisa to osoba pogrążona w żałobie - niedawno odszedł jej młodszy brat, a rodzice pragną zapomnieć o nim i o tym, co przeżyli. Wyprowadzają się z Hamburga do Berlina, gdzie mają zacząć nowe życie, bez wspomnień. Luisa jednak nie chce odsyłać w niepamięć uśmiechu swojego braciszka Fabiana i tylu chwil, które z nim dzieliła. Kiedy rodzice powoli przyzwyczajają się do całkiem innego miejsca, częściej pracują i znikają, dziewczyna postanawia zrobić coś, co może dać ukojenie jej zmęczonej duszy, być może już na zawsze - chce popełnić samobójstwo.
              Do tej pory zwierzenia Luisy były naprawdę ładnie napisane i sprawiały, że chciałam czytać dalej. Ale gdy do gry dołączył zapowiedziany wcześniej w opisie Thursen, sprawy nieco się komplikują...

              Nie wiem, czy jest to debiut Nory Melling. Być może wydała dopiero pierwszą książkę i tą powieścią pragnie wkroczyć do koła sławnych autorów i autorek książek z wątkiem paranormalnym. Kilka rzeczy przeszkadzało mi w tej powieści.

              Pierwszą z nich są niekontrolowane wybuchy Luisy np. przy normalnej rozmowie. Jej zachowanie trochę mnie denerwowało. W jednej chwili było w porządku, zaś w drugiej krzyczała, że chce wszystko wiedzieć i nie odpuści. Również niezdecydowanie dziewczyny psuło jej wizerunek; odchodziła i wracała do Thursena, a powody spięć zwykle były... dziwne i banalne.

              Po drugie: autorka, przez narrację pierwszoosobową, nie opisała nam nawet wyglądu Luisy. W jednym momencie napomknęła tylko, że ma jasne włosy. Ja wyobrażałam sobie je wręcz przeciwnie: ciemne kosmyki. Nora Melling skupiła się tylko na Thursenie, bo ciągle przypominała, że ma szare włosy, niczym wronie pióra i taki sam kolor oczu, wąską twarz, dłonie, palce... Przybliżyła nam jeszcze dobrze wygląd Sjöll, reszty już nie, a bardzo ciekawił mnie obraz Norrocka lub innego bohatera w ludzkiej postaci.

              Trzecie: na początku napisałam, że myśli Luisy były ładnie ubrane w słowa. Później, gdy poznaje Thursena, są opisy prawie samych czynności. Brak w niektórych momentach spójników takich jak "i" lub "a" sprawiało, że wydawało mi się, iż bohaterowie wykonują te wszystkie rzeczy jak maszyny.

              Następnie (już czwarty punkt) odrobinę nie spodobał mi się świat stworzony przez autorkę i miasto, które wybrała na miejsce akcji. Tak, wiem, po przeczytaniu książek amerykańskich autorek czytelnik jest przyzwyczajony do Ameryki, zupełnie innych imion i obyczajów. Tutaj wszystko toczy się w Berlinie i to odrobinę zniszczyło mi całą przyjemność czytania tej książki. Może to dlatego, że naprawdę uwielbiam Stany Zjednoczone i nie miałam okazji czytać książek, w których miejscem akcji są Niemcy. Przyznam jednak, że nie przypadło mi to do gustu. Czytanie imion z niemieckimi literami też odrobinę nie pasowało mi do całokształtu.

              Po piąte: wszystko za szybko się toczyło. Przynajmniej takie miałam wrażenie. Czułam, że każda czynność była wykonana błyskawicznie i nawet nie miałam okazji zauważyć, że coś takiego ktoś zrobił. To kolejny minus tej książki.

              A teraz czas na plusy, chociaż (powiem szczerze) nie było ich wiele.
              Spodobało mi się trochę przewidywalne zakończenie, bo widać, że autorka w tym momencie się postarała. I choć z góry wiadomo, co się stanie, i tak ucieszyłam się z takiego planu zdarzeń.

              Komu mogę polecić "Kwiat Mroku"? Czytelnikom, którzy dopiero zaczynaj przygodę z powieściami paranormalnymi. Dla nich ta pozycja będzie strzałem w dziesiątkę i dobrym początkiem.
              Jak dla mnie: 


2/10
   

14 komentarzy do “011. Dryfując na morzu łez. Nora Melling - Kwiat mroku”

  1. Mmm, bardzo przyciągająca uwagę okładka, gdyby nie twoja recenzja, to pewnie w ciemno bym kupiła. A w takim przypadku wypożyczę sobie z biblioteki :)
    Dziękuję, bransoletki są oczywiście do kupienia - jak będziesz miała ochotę przygarnąć którąś z nich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I miałam zapytać, jak tam konkurs, dużo nadeszło zgłoszeń? :P U mnie tylko 6... x)

      Usuń
  2. Między 12-15 zł + koszt wysyłki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tytuł tej książki, obił mi się o uszy, lecz nie myślałam o niej poważnie. Dzięki Tobie wiem, że nie warto :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę tę będę z pewnością omijać szerokim łukiem. Nie znoszę, gdy autor nie opisuje wyglądu bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również. Opisy rozwijają wyobraźnię :)

      Usuń
  5. Okładka przyciąga, a Twoja recka skutecznie mnie zniechęciła , dzięki za oszczędność czasu i nerów

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na roztrzygnięcie konkursu do mnie ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo zniechęcającej recenzji chyba jednak po książkę sięgnę :)

    www.recenzje-cherry.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam identyczne odczucia względem tej książki :D Teraz po Twojej recenzji, sama się sobie dziwie, że jednak doczytałam ją do końca :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Z przyjemnością zaprosiłam Cię do zabawy, którą już znasz ;)
    http://createdeternity.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam dużo o tej książce i myślałam, że będzie lepsza. No cóż trochę się rozczarowałam. W takim razie raczej nie przeczytam, nie lubię banalnych powieści i z szablonowymi bohaterami, a wydaje mi się, że to jest właśnie taka książka. ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Po pierwsze nie mogę nie docenić okładki. Grafik odwalił kawał dobrej roboty;) No, a co do treści... Nie wygląda to zachęcająco. Co poradzić... Brak uczuć = nie czytam. Nie obchodzą mnie mechaniczne postacie. Pozdrawiam [taniec-ze-smiercia]

    OdpowiedzUsuń
  12. Beeznadziejna książka ;/ Zachowanie tej dziewczyny strasznie mnie drażniło. I to ciągłe użalanie się nad losem -,-

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za komentarz pozostawiony pod tym postem. Śmiało wyraź swoje zdanie - jeśli moja recenzja/artykuł są do bani, napisz. Powiedz, co Ci się nie podoba, co robię źle, a ja nad tym popracuję.
Uprzedzam - jeśli chcesz napisać tylko "super, świetna recenzja", podaruj sobie. Wolę mieć mniej komentarzy, a rozbudowanych i odnoszących się do treści, niż mnóstwo z kilkoma pozytywnymi słowami.
Dziękuję!