015. Pięćset lat wstecz. Eva Völler - Magiczna gondola

     No więc co z tym Świętym Mikołajem?  
     Był u Was, czy nie? Zasłużyliście sobie na prezent? :D A jak tak, to co dostaliście od niego? Czekam na Wasze odpowiedzi! Jestem ciekawa tego, co też Pan Święty Wam przyniósł :D Mi zrobił naprawdę ciekawą niespodziankę...
      Budzę się w czwartek rano (około 6:00)... a tu prezent! Otwieram paczuszkę, wyciągam ślicznego pluszowego pieska (swoją drogą nazwałam JĄ Clarissa), z kolei zaraz po nim... Miasto zagubionych dusz! Och, tak się ucieszyłam, że obudziłam brata :D Ponad to ja i moje najlepsze przyjaciółki zorganizowałyśmy sobie Mikołajki i od jednej z nich dostałam Nie mogę powiedzieć ci prawdy oraz puzzle z gotyckim motywem. Jestem tak ucieszona z mikołajowych prezentów, że aż nie mogę tego opisać! Spodziewajcie się niedługo recenzji książek, które dostałam :)
     Pochwalcie się swoimi prezentami ^^

     A teraz czas na recenzję ;) Przedstawiam Wam Magiczną gondolę i ciekawą XV-wieczną Wenecję :)


Tytuł: Magiczna gondola. Poza czasem
Autor: Eva Völler
Data premiery: 19 września 2012r.
Wydawnictwo: Egmont 
Ilość stron: 464



No i skończyła się przygoda z Magiczną gondolą. Opuściłam Wenecję, wróciłam do siebie i chciałam Wam opowiedzieć o mojej przygodzie z powieścią pani Völler. Jaka była? Czy wciągała? Co wpływa na taką a nie inną ocenę? Na samym początku zdradzę tylko tyle, że po zakończeniu czytania Magicznej gondoli miałam naprawdę mieszane uczucia.

                              

Do zapoznania się z niezwykłą historią Anny zachęcił mnie opis i w jakimś niewielkim stopniu również okładka. Tytuł wydał mi się zbyt banalny – w końcu wiele rzeczy w powieściach z gatunku paranormal romance jest magiczne, począwszy od zwykłych kamieni, poprzez biżuterię aż do różnych miejsc, dlatego „magiczna gondola” w mojej głowie brzmiało prosto i nieciekawie. Mimo to kolejną rzeczą, która sprawiła, że sięgnęłam po tą książkę, były pozytywne recenzje wielu czytelników. Skoro większość z nich zachwala powieść pani Völler, czemu miałabym nie spróbować? Przecież nic nie stracę.
Tak więc, kierowana wyżej wymienionymi argumentami, postanowiłam przenieść się do XV-wiecznej Wenecji, która od zawsze mnie interesowała.

W prologu spotykamy się z listem, ale nie byle jakim, tylko z przeszłości. Stwierdziłam, że to całkiem pomysłowy wstęp, dlatego przeczytałam go napełniona pozytywnymi emocjami i przeszłam do początku pierwszej części. Była późna godzina, wobec tego powtarzałam sobie, że „przeczytam tylko pierwszy rozdział i idę spać”. Czytałam, czytałam i czytałam… aż tu nagle okazało się, że wcale nie ma rozdziału pierwszego, ani drugiego, tym bardziej trzeciego… Pierwszą rzeczą, która najbardziej rzuca się w oczy, to właśnie brak podziału na rozdziały. Nie uważam tego za minus książki, ale przyznam, że zdziwiło mnie to. Cała powieść podzielona jest na cztery duże części mające od stu do stu pięćdziesięciu stron.
Kilka minut później w Magicznej gondoli pojawia się zapowiedziany wcześniej młody mężczyzna. Bez bicia przyznam się, że jego postać niezwykle mnie zainteresowała, chociaż na początku jego zachowanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Irytowało mnie ciągłe powtarzanie „Nie mogę ci tego powiedzieć”. Do tego przejdę za chwilę.
Akcja nabiera rozpędu, Anna przenosi się do Wenecji z XV wieku i dopiero wtedy wszystko nabiera kolorów. No dobrze – jednak nie wszystko. Pierwszym minusem Magicznej gondoli są… bohaterowie. O tak, właśnie oni. Skoro to tak zachwalana pozycja, liczyłam na gamę najróżniejszych charakterów, a okazało się, że są bardzo… papierowi. Jeden jest podobny do drugiego. U żadnego z nich nie dostrzegłam żadnych wad czy zalet, każdy zachowywał się tak samo, nikt nie miał wyraźnie zarysowanego charakteru. Dowiedziałam się tylko, że Matylda lubi rządzić Klaryssą, z kolei Klaryssa dosyć często kłamie, do tego Sebastiano nic nie może wyjaśnić Annie, gdyż najważniejsze rzeczy wyjaśniające jej sytuację stanowią jego tajemnicę zawodową i tak w kółko. Nie podobało mi się to.
Kolejnym minusem Magicznej gondoli jest naiwność i bezgraniczna ufność Anny ludziom, których ledwie zna. Dziewczyna ni stąd, ni zowąd ląduje w XV wieku i… nic. Owszem, jest zszokowana, nie wie co się dzieje ani w jaki sposób dostała się tutaj (pięćset lat wstecz!), ale na tym jej zmartwienia się kończą. Po prostu godzi się na dzielenie ciasnego łóżka z Klaryssą w domu Matyldy i czekanie na Sebastiana, aż on po nią wróci. Podsłuchuje również rozmowę Sebastiana i Bartolomea, dowiadując się, że jakiś tam Trevisan jest bardzo ważny i trzeba go chronić, dlatego rusza na bal organizowany przez wcześniej wspomnianego człowieka, nie mając pojęcia w jakim celu. W dodatku ma przy sobie kocią maskę, którą ciągle nosi przy sobie, chociaż nie wie po co. Nie wiem jak wy, ale ja na jej miejscu żądałabym sensownych wyjaśnień, bez żadnych tajemnic i owijania w bawełnę. W końcu cofanie się pół wieku do tyłu nie zdarza się każdemu.  
Ostatnim minusem powieści Evy Völler jest banalny wątek miłosny. Sama historia siedemnastolatki wciąga na tyle, że chemię między dwoma głównymi bohaterami można było z łatwością pominąć. Nie mówię, że był zły, ale brakowało w nim tego, co często wywołuje motylki w brzuchu (a może tylko ja tego nie odczułam?).

Teraz przejdę do plusów, znacznie przyjemniejszej części oceniania.
Pierwszym z nich jest obraz XV-wiecznej Wenecji. Opisane przez autorkę uliczki, zabytki (przynajmniej na dzień dzisiejszy, wcześniej to były normalne budynki), ludzie, moda i zachowanie były tak realne, że wyobrażałam sobie, iż w tej chwili właśnie tam się znajduję. Ponad to dla urozmaicenia zostały użyte włoskie zwroty (każdy z nich wytłumaczony), co dodało tekstowi blasku, a całej historii autentyczności.
Drugim plusem jest niezwykle łatwy język autorki i lekki styl, dzięki czemu każdą część wręcz „połykało się”. Duże litery też robią swoje. Czyta się naprawdę szybko, przyjemnie i bez problemów. Francuskie słowa, wcześniej wspomniane włoskie zwroty i inne rzeczy dotąd nieznane czytelnikowi wyjaśniono w przypisach. Za organizację plusik.
Ostatnim plusem Magicznej gondoli jest akcja, która ani na moment nie zatrzymywała się w miejscu. Widać, że pani Völler wszystko dokładnie zaplanowała, bo ciągle coś się działo. I bardzo dobrze. Dzięki temu nie można było oderwać się od książki. Między innymi w ten sposób w ciągu czterech dni zdążyłam przeczytać całą powieść.

Podsumowując:
Nie mówię, że Magiczna gondola jest zła. Po prostu, tak samo jak każda inna powieść, ma swoje wady i zalety. Liczyłam na coś fenomenalnego, powalającego, lecz moje oczekiwania były wygórowane. W zamian za to dostałam ciekawą przygodę i lekcję historii, a także parę cennych uwag co do kłamania i oszukiwania. Czas spędzony z powieścią pani Völler upłynął mi niezwykle przyjemnie. Magiczna gondola jest warta polecenia, chociażby ze względu na akcję i piękny obraz XV-wiecznej Wenecji.




7/10


13 komentarzy do “015. Pięćset lat wstecz. Eva Völler - Magiczna gondola ”

  1. Mimo wszystkich jej wad jakie tylko mogłaby mieć, to i tak pewnie bym po nią sięgła. Po prostu uwielbiam motyw podróży w czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bez podziału na rozdziały? Interesujące. Teraz nie ma już wielu takich książek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam wielką ochotę przeczytać tę książkę. Teraz jakoś czuję, że to nie jest powieść, która mi się spodoba. Zobaczę, może przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje się ciekawa, też pewnie ją przeczytam - jak dooorwę :D :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam i bardzo ją polubiłam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapowiada się ciekawie, choć Ci niezbyt rozwinięci bohaterowie... Trochę mnie to razi, ale mimo wszystko przeczytałabym. Wenecja... Aż się rozmarzyłam;P

    OdpowiedzUsuń
  7. W zeszłym roku, jak byłam na Salonie.... - wtedy pierwszej edycji - to tez było wiele osób, zatrzęsienie było przy wymianie (byłam tylko jaka wymieniająca, nie jako wolontariusz) książek. Mam nadzieję, że w tym roku będzie lepiej! I żeby udało mi się dorwać pozycje, które od dawna widnieją na półce "Chcę mieć"! Prawdopodobnie, jak wrócę z Salonu, to zrobię jakąś relację. Mam nadzieję, że będę miała się czym pochwalić :D. A tymczasem wracam do rozdziału - jak mi się już nieeeee chce! Moja wewnętrzna bogini siedzi, piłuje paznokcie i mocno ziewa. Znudzona jest chyba "Sytuacja na rynku wydawniczym i księgarskim po 1989 roku" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na relację ;) Jestem ciekawa, jak było na Salonie Ciekawej Książki :D A bogini powiedz coś motywującego - w końcu cały czas nie będzie piłować paznokci ;D

      Usuń
  8. Uwielbiam tę książkę! <3 Zazdroszczę Ci MZD. Wydaje mi się, że przychodzi ona do wszystkich, tylko nie do mnie, chociaż już jakiś czas temu ją zamówiłam. :c

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham, kocham, kocham i uwielbiam "Magiczną gondolę"! Jest prześwietna, fantastyczna, czytałam ją z zapartym tchem i dodałam do Ulubionych! Bardzo podobał mi się motyw podróży w czasie i w dodatku WENECJA! *,* A Sebastiano... <3

    Na Mikołajki dostałam Trylogię Czasu i jestem strasznie zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Naprawde dobra ksiazka dla wszystkich w roznym wieku :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam, ale z chęcią to nadrobię. Świetna recenzja. Obserwuję.

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za komentarz pozostawiony pod tym postem. Śmiało wyraź swoje zdanie - jeśli moja recenzja/artykuł są do bani, napisz. Powiedz, co Ci się nie podoba, co robię źle, a ja nad tym popracuję.
Uprzedzam - jeśli chcesz napisać tylko "super, świetna recenzja", podaruj sobie. Wolę mieć mniej komentarzy, a rozbudowanych i odnoszących się do treści, niż mnóstwo z kilkoma pozytywnymi słowami.
Dziękuję!