031. Kerstin Gier - "Zieleń szmaragdu"


Tytuł: Zieleń szmaragdu
Tytuł oryginału: Smaragdgrün. Liebe geht durch alle Zeiten
Autor: Kerstin Gier
Data premiery: 22 lutego 2012r.
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 456

Gwendolyn ma złamane serce. Jak każda zraniona przez chłopaka dziewczyna, również i ona wylewa morze łez, wścieka się na widok swojego eks, a także nie stroni od niemiłych uwag na jego temat, w czym pomaga jej wierna przyjaciółka, Leslie. Pomimo złamanego serca Gwen musi wziąć się w garść. Sprawy przybierają niebezpieczny obrót, hrabia de Saint Germain nie chce nic wyjawić młodym podróżnikom, a w dodatku Gwendolyn poważnie zastanawia się nad postępowaniem Strażników. Czy ufanie hrabiemu to jedyna droga do zdobycia rzeczy, o którą Strażnicy starają się setki lat?


No i stało się – koniec Trylogii czasu. Ogromna ilość stron i zachwalające tą część recenzje sprawiły, że chętniej podeszłam do lektury ostatniego tomu wielkiego dzieła pani Gier, lecz pomimo bardzo dobrych opinii starałam się zbytnio nie „nakręcać”. Pomimo kilku minusów i paru denerwujących bohaterów w jakiś sposób przywiązałam się do tej trylogii, dlatego ze smutkiem przewracałam ostatnie kartki. Bez wątpienia Czerwień rubinu oraz Błękit szafiru podbiły moje serce – jak więc na tle pierwszej i drugiej części wypadła trzecia? Och, i tutaj można wiele powiedzieć.

W rzeczywistości serca są zrobione z całkiem innego materiału. Naprawdę możesz mi wierzyć. (…) Chodzi o materiał znacznie bardziej plastyczny i nietłukący, który zawsze odzyskuje swój pierwotny kształt. Wykonany wedle tajnej receptury. (…) Marcepan!*


Ten, kto czytał Błękit szafiru wie, jak skończył się drugi tom. W Zieleni szmaragdu Gwen nie jest już tą rozpromienioną, nastoletnią dziewczynką szalejącą na punkcie „tego jedynego”. Mnóstwo wylanych łez oraz słowa przyjaciółki uzbroiły serce Gwendolyn przed kolejnym rozdarciem na widok Gideona. Bez bicia przyznaję, że na początku główna bohaterka niemiłosiernie mnie denerwowała. Rozumiem złamane serca i nieszczęśliwą miłość, ale, na litość boską, ile można mówić o tym samym i płakać na każdy widok swojego eks? Dopiero później, kilkanaście stron dalej, Gwen bierze się w garść i nareszcie zaczyna sensownie mówić. Jej postawa zmienia się z każdym przeczytanym rozdziałem, co pozytywnie wpływa na postać młodej panny Shepherd. Niestety, aby coś zyskać, trzeba coś stracić, a ofiarą stał się Gideon. W tej części miałam dość zakochanego chłopca. Wolałam młodego de Villiersa z Czerwieni rubinu i Błękitu szafiru, który nie robił maślanych oczu do wybranki swojego serca. Niemniej jednak Gideon dalej jest moim ulubionym bohaterem całej Trylogii czasu i pomimo małego potknięcia w Zieleni szmaragdu nie zmienię o nim zdania.
Kolorów w całej historii dodał, jak w przypadku poprzedniej części, Xemerius. Szkoda, że pani Gier bardziej nie wyjaśniła jego pochodzenia, roli w powieści i znaczenia dla całej grupy podróżników. Myślę, że wtedy stałby się ciekawszą postacią. Według mnie w Xemeriusie tkwi połowa humoru Zieleni szmaragdu. Za tego bohatera pani Gier należą się brawa.
I znów trzeba zgnębić którąś postać: tym razem czarną owcę w rodzinie – Glendę. Jako że matka Gwendolyn Grace i Glenda są siostrami, oczekiwałam od nich jakichś rodzinnych więzi, tymczasem autorka zdecydowała się na chorą rywalizację, której głównym tematem było wychwalanie umiejętności swoich córek: Charlotta umie to, Charlotta umie tam to, Charlotta przebierze się za cudownego elfa na imprezę urodzinową Cynthii, Charlotta musi iść na kolejną sesję zdjęciową do fotografa… Moim zdaniem było to niezwykle sztuczne i niepotrzebne, ponieważ sam charakter i wygląd kuzynki Gwen mówiły za siebie – piękna, uzdolniona, zazdrosna, uwodzicielska, czego można więcej chcieć?
Na szczęście autorka postanowiła zostawić Leslie taką, jaka była. Odrobinę przypominała mi mnie, przez co łatwiej mogłam postawić się w jej sytuację. Tak więc za Gwen, Xemeriusa i Leslie daję plusa, lecz za Gideona i Glendę go odejmuję.

Zostańmy przyjaciółmi – ten tekst to już doprawdy był szczyt.
- Na pewno za każdym razem gdy ktoś wypowiada te słowa, gdzieś na świecie umiera jedna nimfa – powiedziałam.


W Zieleni szmaragdu nie zabrakło również wyczekiwanego przeze mnie humoru. Za sprawą Xemeriusa, głównej bohaterki i zachowania Charlotty miałam wiele okazji do śmiechu. Rozbawienie czytelników idzie pani Gier perfekcyjnie, dlatego tak bardzo polubiłam Trylogię czasu. Oczywiście oprócz zabawnych momentów są również chwile mrożące krew w żyłach, pełne grozy i napięcia. Przeplatanie ze sobą zabawnych i strasznych zdarzeń nadaje całości uroku, przyciąga czytelnika i sprawia, że non stop chce wracać do lektury, a przynajmniej tak było w moim wypadku, bo ani na minutę nie mogłam oderwać się od książki. Bez wątpienia Zieleń szmaragdu wciąga, czaruje i długo nie wypuszcza spomiędzy magicznych stron.

Bardzo podobało mi się rozwiązanie wielu zagadek, które od pierwszej części przysparzały bohaterom kłopotów. Rymowane przepowiednie miały w sobie mnóstwo uroku oraz nutkę tajemniczości. Połączenie niektórych zdarzeń również wyszło pani Gier na świetnym poziomie. Czytając ostatnią część myślałam „Aha, to wtedy miało miejsce to zdarzenie…” i chociaż jak przez mgłę pamiętam Czerwień rubinu, dzięki zaszytym między stronami sekretom mogłam przypomnieć sobie każde znaczące dla wszystkich tomów zdarzenie.
Wątek miłosny został przedstawiony przez autorkę w interesujący sposób. Nie było ani przesłodzenia, ani braku latających amorków, a kilka stron sprzeczek Gideona i Gwendolyn sprawiły, że całość nie wydawała się mdła, schematyczna i nudna. Naprawdę uwielbiam kłótnie głównych bohaterów. Dzięki nim czułam, że chemia między nimi jest czysta; bez niepotrzebnych składników. Równowaga musi być – w tym przypadku stanowiły ją dwa różne charaktery oraz ciekawa relacja panny Shepherd i pana de Villiersa.
I trzy słowa o okładce: po prostu mistrzowska!

Ci, których kochamy, nie umierają, bo miłość jest nieśmiertelna
~Emily Dickinson

Podsumowując:
10/10 to za dużo. Pomimo tylu plusów Zieleń szmaragdu straciła kilka punktów na samym zakończeniu, w którym autorka mogła bardziej się postarać. Chciałabym dowiedzieć się, co stało się z pozostałymi postaciami, i chociaż w tej chwili brak jakichkolwiek informacji o ich dalszych losach wydaje mi się minusem (cóż, jestem ciekawską osobą), na swój sposób jest również plusem, ponieważ sami możemy układać najbliższą przyszłość ulubionych postaci. 9/10 również jest za mocną oceną. Nie daję 9, ponieważ… Ponieważ całość trwała za krótko, ot co! Żałuję, że pani Gier nie zdecydowała się na kilka kartek więcej, pomimo tego, że 456 stron to imponujący wynik. Myślę, że 8/10 idealnie pasuje do Zieleni szmaragdu, biorąc pod uwagę wszystkie „za” i „przeciw”.
Przywiązałam się do bohaterów, miejsca akcji oraz szalonych podróży w czasie. Chciałabym znaleźć się na miejscu Gwen, udawać się na misje do XVIII wieku w towarzystwie przystojnego młodzieńca, uczyć się fechtunku, historii ze szczegółami, tańca, reguł panujących na dworach w danych epokach… Bez wątpienia Trylogia czasu to strzał w dziesiątkę. Gdzieś między stronami trzech tomów wspaniałej historii Gwendolyn zostało moje serce, a kończąc przygodę z Zielenią szmaragdu poczułam, że zamyka się za mną większy rozdział książkowego życia.

Na zawsze składa się z wielu teraz
~Emily Dickinson

8/10       

*Ten cytat i kolejne zaczerpnięte z powieści K.Gier Zieleń szmaragdu

12 komentarzy do “031. Kerstin Gier - "Zieleń szmaragdu"”

  1. Tak jak i ty żałuję, że książką nie trwała o kilka kartek więcej.
    Pomimo tego i tak uwielbiam tą serię.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. E tam, zakończenie było wyrąbiste :3
    Akurat pamiętam, bo w zeszłym tyg ponownie czytałam :D
    I Gwen jako postać uwielbiam! Czasami widzę w niej cząstkę siebie O__O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie, tylko z Laslie :D Czuję, że mam w sobie coś z niej xD

      Usuń
  3. Mam dopiero w planach całą trylogię... Już czaiłam się na nią od dłuzszego czasu, potem na chwilę się zawahałam, bo przeczytałam kilka mniej pozytywnych recenzji, ale koniec końców, chciałabym jednak przeczytać;)

    OdpowiedzUsuń
  4. również oceniłam na 8. bardzo mile wspominam Trylogię Czasu, ale jak dla mnie ten wątek miłosny był trochę za mało rozwinięty.. i oczywiście też pokochałam Xemeriusa! :D

    cytat "'Na zawsze' składa się z wielu 'teraz' " poznałam właśnie dzięki "Zieleni..". Muszę przyznać, że utkwił mi w głowie od tamtej pory.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze (niestety) nie miałam możliwości do niej zajrzeć, ale mam nadzieję, że niedługo uda mi się ten (karygodny!!!) błąd nadrobić :)
    Dobrej nocki!
    D. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W planach mam dopiero pierwszy tom. Mam nadzieję, że już wkrótce będę miała możliwość zapoznania się z tą książką. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałem całą trylogie i nie podobała tak mocno. Było kilka dobrych elementów, ale to nie to. Z trzeciego tomu najbardziej podobało mi się zakończenie, które mnie trochę zaskoczyło i zbiło z tropu. Ten epilog również był zaskakujący :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam całą trylogię i cieszę się, że Tobie również się spodobała:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham całą trylogię! :D

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za komentarz pozostawiony pod tym postem. Śmiało wyraź swoje zdanie - jeśli moja recenzja/artykuł są do bani, napisz. Powiedz, co Ci się nie podoba, co robię źle, a ja nad tym popracuję.
Uprzedzam - jeśli chcesz napisać tylko "super, świetna recenzja", podaruj sobie. Wolę mieć mniej komentarzy, a rozbudowanych i odnoszących się do treści, niż mnóstwo z kilkoma pozytywnymi słowami.
Dziękuję!